Jako, że moje życie się nieco odmieniło,to i strona www musiała się zmienić. Zapraszam na nową stronę, na której piszę o edukacji: www.DorotaPiwowarska.pl

A to jest mój blog, który pisałam od 2007r.
To strona o edukacji. O edukacji niekonwencjonalnej, ciekawej. Niekoniecznie regularnej i systematycznej, ale na pewno twórczej i zabawnej.
A o domowej w szczególności. Piszę ją jako mama dwojga dzieci , które były nauczane tą metodą .
Jeśli jesteś rodzicem, który troszczy się o swoje dziecko , i dla którego system szkolny nie ma oferty edukacyjnej lub jeśli jesteś nauczycielem i czujesz, że w sobie pasję do nauczania a system
szkolny Cię ogranicza, to zapraszam Cię do lektury mojego bloga.

Zamieszczam tutaj moje osobiste przemyślenia, różne informacje, rozwiązania wynikające z doświadczenia oraz
porady czysto praktyczne, nie stanowiące porad prawnych,
finansowych, psychologicznych.

poniedziałek, 5 września 2011

Trochę o mnie samej...

Po moim pierwszym szkoleniu zaczęłam długie studia nad programowaniem neurolingwistycznym. Ukończyłam różne kursy, jeździłam po różnych miastach, krajach, ucząc się i obserwując innych trenerów. Zachwycił mnie odmienny sposób prowadzenia warsztatów, sposób, który był przeznaczony właśnie dla mnie. Sposób, którego poszukiwałam od lat : luz i zabawa, dużo treści, bez podręczników i zeszytów, PowerPointa. Zastanawiałam się , dlaczego nie lubiłam się uczyć w szkole, skoro teraz przerzucam całe tony książek. Czy tam nie ma wiedzy? Czy to ja jestem jakaś ułomna? Czy nauczyciele byli do bani? Czy nie odpowiadała mi ławka szkolna? Jak to możliwe, że z niektórych przedmiotów byłam uczennicą piątkową (6 nie było) a z niektórych trójkową? I jaką uczennicą właściwie byłam? Czy dzieckiem, które nie lubi się uczyć w ogóle, czy dzieckiem bardzo zdolnym i chłonnym wiedzę i umiejętności.

Dzisiaj po wielu moich doświadczeniach na sobie, stwierdziłabym to drugie. Bo jak to możliwe, że świetnie tańczę i kroki taneczne chwytam w mig, a fakty historyczne mogą dla mnie nie istnieć?

Jak to się dzieje, że malowania siebie, rzeźbienia w drewnie, czy odlewy gipsowe nauczyłam się od razu i robię to świetnie a z plastyki w szkole miałam zawsze naciąganą tróję? Gram na gitarze, flecie, mam świetne wyczucie rytmu i dobrze tańczę, a z muzyki byłam zawsze tępa??? Bo w szkole nie uczyliśmy się poprzez intuicję, wyczucie, tylko poprzez rozum: czyli biografie Bacha na pamięć, zamiast słuchać jego utworów, wymienić rodzaje tańców ludowych zamiast je zatańczyć!

Wszystkie te moje pytania prowadziły mnie ścieżką, którą było podążanie za metodami nauczania, nie dla nauczyciela, ale dla ucznia. Przekonałam się, że „wina” nie leży po mojej stronie, ale po stronie sposobu, w jaki była mi przekazywana wiedza. Nie brano pod uwagę nie tylko sposobu, w jaki uczy się konkretna osoba, ale również jej strategii uczenia się. Żadnych upodobań, uzdolnień, talentów, umiejętności. Nie obwiniam tutaj nikogo, bo wierzę, że rodzice robili wszystko, co mogli, by mnie dobrze wychować i dać mi dobry start w dorosłe życie. Nauczyciele chcieli mnie nauczyć wszystkiego, co uczeń powinien wiedzieć, a system był, jest i będzie tylko i aż systemem, który kształci masowo, jak masowo produkuje się papier toaletowy.

Dzisiaj chociaż mówi się o indywidualnym podejściu do ucznia. Są już zapisy w ustawach, rozporządzeniach, wytycznych. Szkoda tylko, że są to nadal tylko słowa, bo nauczyciele żyją w niewiedzy, brak w dalszym ciągu dobrych kursów i szkoleń, a szkoła nadal jest masówką.

Nikt nie wie, jak to indywidualne podejście ma wyglądać, więc albo zostaje nadal masowo cały program równo dla wszystkich albo robi się coś odwrotnego i szkodliwego: pozwalamy wszystkim na wszystko w imię „bezstresowego wychowania” , „nietykalności”, „obrazy uczuć religijnych”,.. i podobnych nadużywanych haseł.

Moim zdaniem idea nie powinna iść w kierunku: „co my, jako państwo’ możemy zrobić dla ciebie” tylko „Jak my, jako państwo możemy umożliwić ci to, żebyś ty mógł dawać coś od siebie. Coś co potrafisz robić najlepiej.”

Wtedy nie stawiamy nikogo w sytuacji z góry kontrolowanej przez bliżej niezidentyfikowane ciało państwowe, ale zostawiamy otwartą furtkę. Chcesz się kształcić, chcesz wykorzystać swoje talenty? To po prostu przejdź przez furtkę. Tam czeka na ciebie ogród pełen wrażeń i obietnic. Tam możesz w sposób intuicyjny doświadczać świata. Tam są świetni mentorzy, którzy cię poprowadzą drogą, k™órą chcesz, a nie drogą, którą idą wszyscy.

Moim zdaniem takie furtki już się pojawiają. Już widać światło w tunelu. Pierwszą taką możliwością było powstanie prywatnych szkół. Drugą jest bogata oferta firm i ośrodków szkoleniowych. Trzecią jest edukacja domowa, z otwartym umysłem i wiarą w sercu czekam na następne.

Moim celem jest pomoc tym ludziom, którym zwyczajnie zależy. Zależy na sobie, zależy na dzieciach, na swoich i tych, których kształcą. Moje doświadczenia pokazują, że wszystko zależy od ludzi. To od nich czerpię inspirację, motywację do działania, to dla nich chce mi się rano wstać i to dla nich piszę swoje artykuły i służę pomocą. To dla nich organizuję spotkania, warsztaty, szkolenia. I wreszcie dla nich , uporządkowałam mój własny świat, by służyć.

W filmie pod angielskim tytułem „Peaceful warrior” wielki myśliciel Sokrates pracujący na stacji benzynowej mówi do młodego buńczucznego chłopaka: „Najważniejsze jest, by służyć innym. Nie ma nic bardziej szlachetnego”.