To jest strona o edukacji. O edukacji niekonwencjonalnej, ciekawej. Niekoniecznie regularnej i systematycznej, ale na pewno twórczej i zabawnej.
A o domowej w szczególności. Piszę ją jako mama dwojga dzieci , które były nauczane tą metodą .
Jeśli jesteś rodzicem, który troszczy się o swoje dziecko , i dla kórego system szkolny nie ma oferty edukacyjnej lub jeśli jesteś nauczycielem i czujesz, że w sobie pasję do nauczania a system
szkolny Cię ogranicza, to zapraszam Cię do lektury mojego bloga. Zamieszczam tutaj moje osobiste przemyślenia, różne informacje, rozwiązania wynikające z doświadczenia oraz
porady czysto praktyczne, nie stanowiące porad prawnych,
finansowych, psychologicznych.

poniedziałek, 13 lipca 2015

O Marii Montessori i jej metodzie


Maria Montessori to włoska lekarka (ur.1879r.), która obserwowała dzieci z upośledzeniem umysłowym. Jej pierwszą metodą pedagogiczną była nazwana przez samą autorkę pedagogiką naukową. Na początku swoje metody stosowała ją na dzieciach upośledzonych, twierdząc, że jeśli jakaś metoda się sprawdza na dzieciach z upośledzeniem , to można ją z powodzeniem zastosować u dzieci normalnych.

Stworzyła w Rzymie pierwszy dom dziecka, w którym zajmowała się wychowaniem dzieci rodzin robotników. Wkrótce na podstawie doświadczeń tam zdobytych opracowała swoją metodę i ogłosiła drukiem. Jej metoda znalazła zwolenników zarówno w Europie jak i Ameryce i Azji.

Aby zrozumieć jej pedagogikę należałoby najpierw poznać jej filozofię i patrzenie na dziecko, gdyż ma to zasadnicze znaczenie jeśli chodzi o wpływ na kształcenie i wychowanie. Dziecko jest postrzegane jako oddzielna istota, która sama dąży do rozwoju. Nikt za dziecko nie może dorosnąć, nabyć doświadczeń ani przeżyć życia. Dziecko ma też naturalny pęd do swojego rozwoju poprzez działanie twórcze.

Człowiek i wszechświat stanowią jedność. Jedność ze światem przejawia się w ładzie i porządku, który ustalony przez Boga należy respektować. Ma to swoje odzwierciedlenie w zasadach wychowania, gdzie króluje ład i porządek (w przeciwieństwie do sztucznie wytworzonej dyscypliny). Dziecko uczone jest, że najważniejszą wartością w życiu jest miłość, która wyraża się w naturalnej trosce o drugiego człowieka, szacunku, trosce o środowisko i przyrodę.

Podstawą systemu Montessori jest twierdzenie, że dzieci mają naturalne zdolności i należy im stworzyć takie środowisko i zapewnić takie wychowanie, które te zdolności wydobędą na światło dzienne i wzmocnią. Ten system wychowania obejmuje całe dziecko: jego rozwój fizyczny, emocjonalny i duchowy.

Zdaniem Marii Montessori dziecko ma naturalny pęd do ruchu i pracy, więc należy stworzyć środowisko, które będzie w sposób uporządkowany zapełniało dzień czynnościami, uwzględniając indywidualne predyspozycje każdego dziecka. Olbrzymie znaczenie ma otoczenie, w którym dziecko się znajduje, dlatego  należy brać pod uwagę 4 elementy:

1.       Budynek szkoły/ sala/ pokój

2.       Sprzęt

3.       Materiał rozwojowy

4.       nauczyciel

Dlatego też przy domu dziecka został zaprojektowany ogród, w którym dzieci obcując z naturą mogły spędzać czas, wykonując rozmaite czynności, do których miało chęć: podlewanie roślin, przesadzanie, ubieranie się, robienie porządków…

Przy czym sposób przygotowania przestrzeni dla dziecka był bardzo podobny, jak miałoby w swoim domu rodzinnym, tylko, że wszystkie sprzęty i meble  były w wymiarach i na wysokości dziecka, a nie dorosłego, np. światło, meble: stoły, krzesła, szafki. Meble są na tyle lekkie, żeby dziecko samo mogło je przesunąć.  Naczynia są kruche, żeby dziecko uczyło się z nimi postępować delikatnie. Każde miejsce jest starannie przemyślane i przygotowane. Dziecko poprzez wykonywanie rzeczywistych czynności uczy się ich dla późniejszego wykonania. Taka nauka jest poniekąd w formie zabawy, lecz umiejętności ćwiczone są bardzo konkretne. Dziecko nabiera wiary w siebie, uczy się troski o przedmioty i szacunku do drugiej osoby, pomagając sobie w grupie.

Materiał dydaktyczny jest tak przygotowany, żeby pobudzał intelekt, dostarczał emocji i ćwiczył ciało. Dodatkowo bezcenną rzeczą jest wbudowana w materiał dydaktyczny kontrola błędów, które dziecko może dokonać samoistnie, praktycznie bez pomocy nauczyciela  i destrukcyjnej roli  ocen.

Każda z pomocy dydaktyczny służy do wykształcenia poszczególnych umiejętności lub zmysłów. Wrażliwość dotykowa i wzrokowa jest kształcona poprzez dobieranie materiału od najmniejszego do największego: walce, słupki graniaste, sześciany… wszystko to dziecko może dotknąć, wziąć do ręki, poobracać, pobawić się. Dzięki temu każda „lekcja” jest bardzo ciekawa i unika się rutyny.

Kształcenie słuchu następuje poprzez używanie różnego rodzaju gwizdków i innych instrumentów, w których dźwięk poparty jest dodatkowo bodźcem wzrokowym, np. kolorem. Potem następuje rozróżnianie jeszcze bardziej subtelności, zawiązuje się dziecku oczy i może samo wskazać poszczególne dźwięki.

Bardzo duże znaczenie przywiązuje się do ruchu i kształcenia w kierunku fizycznym. Dziecko w sposób naturalny podczas różnych ćwiczeń dydaktycznych uczy się chodzenia po prostej, po elipsie, a także sznurowania butów na specjalnie do tego przygotowanym przyrządzie.

Czytanie,  pisanie i liczenie to umiejętności wymagające dłuższego przygotowania. Dziecko już od piątego roku życia jest zaznajamiane z literkami i figurami używając do tego swojego własnego ciała i ćwicząc pamięć dzięki pamięci ciała.

W metodzie pracy, jaki opracowała Maria Montessori zupełnie inaczej jest postrzegana rola nauczyciela. To osoba, która nade wszystko nie naucza, nie kontroluje i nie narzuca przebiegu zajęć. Najważniejsza jest swoboda dziecka i nauczyciel występuje jako mentor i obserwator podążający za dzieckiem. Rola nauczyciela sprowadza się do poszukiwania ciekawych pomocy dydaktycznych i ogólnie do organizowania procesu edukacyjnego. Natomiast dziecko uczy się samo i dla siebie. Nie ma jako takiej pracy w grupie. Wrażliwość społeczną wyrabia się poprzez postawę troski, służby i pomocy jednych drugim.

Jak widać, system Marii Montessori zupełnie zrywa z przyjętym ogólnym systemem wychowania. Daje dziecku nieprawdopodobną możliwość własnego rozwoju, a śledzący jego postępy nauczyciel, pozostający niejako w cieniu, może być tą jedyną osobą, która doświadczy tego momentu, w którym dziecko poznaje, bada i rozumie. To wspaniała możliwość móc obserwować eksperymenty młodego człowieka, który dopiero co doświadcza i bada świat, którym, nam dorosłym wydaje się już taki poznany.

System Montessori ma jak każda metoda swoich przeciwników. Zarzuca się przede wszystkim zbytnią samodzielność dziecka i tendencyjność w narzucaniu materiału dydaktycznego przez nauczyciela, ograniczając tym  samym pełną wolność wyboru dziecka. Sama metoda pracy montessoriańskiej wymaga niestandardowego i otwartego podejścia nauczycieli. Trudno jest niektórym nauczycielom stać z boku i tylko cierpliwie obserwować błędy , jakie dziecko popełnia, niejako będąc niepotrzebnym. Wymaga to olbrzymiej pokory ze strony  samego nauczyciela. Będzie to możliwe dopiero wtedy, gdy zmieni się system kształcenia nauczycieli.

Jako matko dwojga dzieci, które uczęszczały do przedszkola z elementami Montessori mogę  opisać swoje osobie doświadczenie z moimi dziećmi. Efekty kształcenia metodą Marii Montessori są dużo wyższe niż tradycyjnymi. Ich sposób codziennego funkcjonowania był uporządkowany i uprzejmy. Nauczyły się rozmawiać i rozwiązywać na bieżąco powstałe konflikty. Wszystkie te działania były wzmacniane w domu. Moje dzieci nauczyły się czytać, pisać, liczyć już w wieku 6 lat.

Poszły więc do szkoły z tymi umiejętnościami i tutaj zamiast się rozwijać, musiały poczekać, jak inne dzieci nauczą się do  poziomu posiadanych przez nich umiejętności. W szkole Montessori  nie musiałyby czekać, a mogłyby pójść dalej, rozwijając nowe umiejętności.

Będąc  w systemie edukacji domowej mogliśmy uczestniczyć w zajęciach pracy własnej w niewielkiej szkole, gdzie w jednej sali lekcyjnej uczyło się ok. 20 uczniów metodą indywidualną. Każdy uczeń zajmował się tym, co w danej chwili go interesowało. Jedni rysowali, inni czytali książki z dziedziny geografii, inni oglądali preparaty pod mikroskopem. Rola nauczyciela polegała na cichej obserwacji pracy ucznia i po prostu obecności i byciu do dyspozycji. W sali panowała idealna cisza, nikt sobie nie przeszkadzał. Każde dziecko brało swoją pomoc , zanosiło do miejsca pracy, a później odkładało na miejsce i brało następną. Czas pracy wynosił nie 45 minut, ale 2 godziny. Nikt się nie nudził, nikt nie hałasował, nikt nie biegał, nikt nie jadł w tym czasie.

Osobiście uważam, że najważniejsze są zasady, jakie wprowadzi się w pracy z dziećmi i ich konsekwentne przestrzeganie. I najważniejsza zasada:  miłość i życzliwość do drugiego człowieka, potrafi zdziałać cuda.

niedziela, 21 czerwca 2015

Klub Imperatora

Tym razem film trochę w klimacie podobny do "Stowarzyszenia Umarłych Poetów".
Kilka cytatów z filmu:
"Podbój bez wkładu (w czyjeś życie) jest bez znaczenia!"
"Nauką można zmienić los człowieka"
"Charakter kieruje losem człowieka"

I werset na koniec filmu, który mnie bardzo poruszył:

"Wielcy nauczyciele nie spisują swojej historii. Ich życie przechodzi na innych. Ludzie ci są filarami drogich nam struktur szkolnych. Są bardziej zasadniczy niż wielkie kamienie czy ziarnka fasoli. I będą oni podtrzymywać swój zapał i siłę… w życiu tych, którym ją przekazali”
Do obejrzenia:
https://www.youtube.com/watch?v=cMRjeEAUkU0

piątek, 10 października 2014

Film "Filip Neri"

Lubię filmy może i tendencyjne: coś było źle, zjawia się ktoś i to naprawia.

Takim filmem jest "FILIP NERI" niezwykły film o niezwykłym człowieku: księdzu, ale też nauczycielu i opiekunie bandy dzieciaków z nieciekawą przeszłością : kradzieży, napadów... głodnych i opuszczonych na przedmieściach XVI Rzymu.

źródło: Filmweb

Film dla całej rodziny.

Ten film pozostawił mnie z takim zapytaniem: ile jest takich dzieci na naszych przedmieściach? W naszym kraju, w naszym mieście? I czy są osoby, które mogą się nimi zaopiekować?

Pomagajmy więc tym, którym się mniej udało w życiu!

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Nas też to czeka. Zobacz efekty genialnej nauki w Chinach



Jak wrzucimy w wyszukiwarkę dwa słowa: Chiny edukacja, to znajdziemy mnóstwo pięknych zdjęć pokazujących, jak można świetnie uczyć się i wyglądać w Chinach.
Problem w tym, że to propaganda rządowa, czy coś tam. Ludzie żyją zupełnie inaczej.

Według autora filmu „Alphabet” Erwina Wagenhofen’a edukacja w Chinach wygląda zupełnie inaczej.


W filmie pokazano:

Rodzice chcą, by dzieci wzlatywały wysoko, ale je ciągle kontrolują.
Chiny- jeszcze do niedawna edukacja była bardziej różnorodna. Wszystko zmienił system oparty wyłącznie na mechanizmach rynkowych: wprowadzono współzawodnictwo, konkurencję, co doprowadziło do powstania szkół elitarnych, w których było … jeszcze więcej konkurencji i wyścigu szczurów i ogólne testowanie uczniów.
System edukacji staje się systemem opartym wyłącznie na testach. Doświadczenia Chińczyków pokazują, że  dzieci mają świetną umiejętność zdawania testów egzaminacyjnych, ale brak im umiejętności potrzebnych do funkcjonowania w życiu.
W Chinach dziecko jest przemęczone. Najdłużej na świecie się uczy i najmniej śpi. Dzieci są pozbawione prawa do odpoczynku. Zazdroszczą swoim rodzicom, że w sobotę mogą dłużej pospać i że oglądają wieczorami telewizję.
Konsekwencjami tego stanu rzeczy jest to, że chińskie dzieci wygrywają na starcie, ale przegrywają na dłuższą metę.

Wyrastają na maszyny do zdawania egzaminów. W całej historii Chin nigdy nie było jeszcze aż tak źle.W kraju gospodarczego cudu.

niedziela, 3 sierpnia 2014

śniadaniowe przyjemności


Coś na niedzielę: zamiast jajecznicy.

Nie wiem, czy u kogoś jeszcze jest taki zwyczaj. U nas w domu (wzięło się od mojej mamy, a może i wcześniej) jest tak, że w niedzielę na śniadanie koniecznie trzeba zjeść jajecznicę. Inaczej dzień jest nieudanyJ
Niekoniecznie z cebulką. Wersje są różne: ze szczypiorkiem, z cebulką, samą.

Jakiś czas temu, no może parę lat, wprowadzamy do naszego menu coś zamiast: zamiast chleba pszenicznego orkiszowe, zamiast mięsa po prostu kaszę z warzywami, zamiast kanapek po prostu surówkę z oliwą , zamiast jajek: NO NIE! Zamiast jajek to się nie da. Nie u mnie. Uwielbiam jajka w każdej postaci. Piszą, że cholesterol i takie tam, ale ja się czuję świetnie!

I chociaż jajka uwielbiam, to jemy czasami na śniadanie płatki z owocami. Ponieważ jednak płatki są dość twarde, niektórzy je gotują, a ja po prostu namaczam. Zdrowiej jest namoczyć płatki na noc, bo wtedy są lepiej przyswajalne przez organizm. Ja rzadko tak planuję śniadanie, że wiem dzień wcześniej, co mam jeść. W większości przypadków jest to spontan, z wyjątkiem oczywiście spraw wymagających uprzedniego planowaniaJ)


Mamy już płatki, namoczone. Ile moczyć? Tyle, ile siedzisz w łazience! Wstaję rano, namaczam płatki i idę do łazienki. Potem czytam, sprzątnę coś, poukładam i …. Napada mnie głód! Wtedy przypomina mi się, że w kuchni stoją namoczone płatki, budzę delikatnie rodzinę, po czym oznajmiam, że jak zaraz nie zjemy śniadania, to mama im padnie. Biegnę do kuchni, kroję owoce: mogą być truskawki, maliny, ale ja wolę brzoskwinie, jabłka, śliwki, gruszki… Płatki mieszam z jogurtem i posypuję owocami. Na koniec można dodać jogurtu greckiego (jest gęstrzy) i posypać cynamonem, rodzynkami (namoczonymi przez 20min) lub prażonym orzechami, sezamem, słonecznikiem… Pełna wolność! Smacznego!