To jest strona o edukacji. O edukacji niekonwencjonalnej, ciekawej. Niekoniecznie regularnej i systematycznej, ale na pewno twórczej i zabawnej.
A o domowej w szczególności. Piszę ją jako mama dwojga dzieci , które były nauczane tą metodą .
Jeśli jesteś rodzicem, który troszczy się o swoje dziecko , i dla kórego system szkolny nie ma oferty edukacyjnej lub jeśli jesteś nauczycielem i czujesz, że w sobie pasję do nauczania a system
szkolny Cię ogranicza, to zapraszam Cię do lektury mojego bloga. Zamieszczam tutaj moje osobiste przemyślenia, różne informacje, rozwiązania wynikające z doświadczenia oraz
porady czysto praktyczne, nie stanowiące porad prawnych,
finansowych, psychologicznych.

piątek, 10 października 2014

Film "Filip Neri"

Lubię filmy może i tendencyjne: coś było źle, zjawia się ktoś i to naprawia.

Takim filmem jest "FILIP NERI" niezwykły film o niezwykłym człowieku: księdzu, ale też nauczycielu i opiekunie bandy dzieciaków z nieciekawą przeszłością : kradzieży, napadów... głodnych i opuszczonych na przedmieściach XVI Rzymu.

źródło: Filmweb

Film dla całej rodziny.

Ten film pozostawił mnie z takim zapytaniem: ile jest takich dzieci na naszych przedmieściach? W naszym kraju, w naszym mieście? I czy są osoby, które mogą się nimi zaopiekować?

Pomagajmy więc tym, którym się mniej udało w życiu!

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Nas też to czeka. Zobacz efekty genialnej nauki w Chinach



Jak wrzucimy w wyszukiwarkę dwa słowa: Chiny edukacja, to znajdziemy mnóstwo pięknych zdjęć pokazujących, jak można świetnie uczyć się i wyglądać w Chinach.
Problem w tym, że to propaganda rządowa, czy coś tam. Ludzie żyją zupełnie inaczej.

Według autora filmu „Alphabet” Erwina Wagenhofen’a edukacja w Chinach wygląda zupełnie inaczej.


W filmie pokazano:

Rodzice chcą, by dzieci wzlatywały wysoko, ale je ciągle kontrolują.
Chiny- jeszcze do niedawna edukacja była bardziej różnorodna. Wszystko zmienił system oparty wyłącznie na mechanizmach rynkowych: wprowadzono współzawodnictwo, konkurencję, co doprowadziło do powstania szkół elitarnych, w których było … jeszcze więcej konkurencji i wyścigu szczurów i ogólne testowanie uczniów.
System edukacji staje się systemem opartym wyłącznie na testach. Doświadczenia Chińczyków pokazują, że  dzieci mają świetną umiejętność zdawania testów egzaminacyjnych, ale brak im umiejętności potrzebnych do funkcjonowania w życiu.
W Chinach dziecko jest przemęczone. Najdłużej na świecie się uczy i najmniej śpi. Dzieci są pozbawione prawa do odpoczynku. Zazdroszczą swoim rodzicom, że w sobotę mogą dłużej pospać i że oglądają wieczorami telewizję.
Konsekwencjami tego stanu rzeczy jest to, że chińskie dzieci wygrywają na starcie, ale przegrywają na dłuższą metę.

Wyrastają na maszyny do zdawania egzaminów. W całej historii Chin nigdy nie było jeszcze aż tak źle.W kraju gospodarczego cudu.

niedziela, 3 sierpnia 2014

śniadaniowe przyjemności


Coś na niedzielę: zamiast jajecznicy.

Nie wiem, czy u kogoś jeszcze jest taki zwyczaj. U nas w domu (wzięło się od mojej mamy, a może i wcześniej) jest tak, że w niedzielę na śniadanie koniecznie trzeba zjeść jajecznicę. Inaczej dzień jest nieudanyJ
Niekoniecznie z cebulką. Wersje są różne: ze szczypiorkiem, z cebulką, samą.

Jakiś czas temu, no może parę lat, wprowadzamy do naszego menu coś zamiast: zamiast chleba pszenicznego orkiszowe, zamiast mięsa po prostu kaszę z warzywami, zamiast kanapek po prostu surówkę z oliwą , zamiast jajek: NO NIE! Zamiast jajek to się nie da. Nie u mnie. Uwielbiam jajka w każdej postaci. Piszą, że cholesterol i takie tam, ale ja się czuję świetnie!

I chociaż jajka uwielbiam, to jemy czasami na śniadanie płatki z owocami. Ponieważ jednak płatki są dość twarde, niektórzy je gotują, a ja po prostu namaczam. Zdrowiej jest namoczyć płatki na noc, bo wtedy są lepiej przyswajalne przez organizm. Ja rzadko tak planuję śniadanie, że wiem dzień wcześniej, co mam jeść. W większości przypadków jest to spontan, z wyjątkiem oczywiście spraw wymagających uprzedniego planowaniaJ)


Mamy już płatki, namoczone. Ile moczyć? Tyle, ile siedzisz w łazience! Wstaję rano, namaczam płatki i idę do łazienki. Potem czytam, sprzątnę coś, poukładam i …. Napada mnie głód! Wtedy przypomina mi się, że w kuchni stoją namoczone płatki, budzę delikatnie rodzinę, po czym oznajmiam, że jak zaraz nie zjemy śniadania, to mama im padnie. Biegnę do kuchni, kroję owoce: mogą być truskawki, maliny, ale ja wolę brzoskwinie, jabłka, śliwki, gruszki… Płatki mieszam z jogurtem i posypuję owocami. Na koniec można dodać jogurtu greckiego (jest gęstrzy) i posypać cynamonem, rodzynkami (namoczonymi przez 20min) lub prażonym orzechami, sezamem, słonecznikiem… Pełna wolność! Smacznego! 

środa, 30 lipca 2014

Młodzi, gniewni-historia Rona Clarck'a

Pomysł na fabułę filmu- banalny i koniec przewidywalny: nietuzinkowy nauczyciel dostaje pracę w nowej szkole w jednej z najgorszych  dzielnik Nowego Jorku- Harlemie. Kradzieże, narkotyki, zabójstwa to codzienność tamtejszych dzieciaków.

To, co naprawdę dzieje się w filmie jest pokazane poprzez ludzkie emocje, które udało się reżyserowi uchwycić i wciągnąć nas w realny świat. Od razu chcemy pomóc nauczycielowi okiełznać bandę rozwrzeszczanych dzieciaków. Jest jeszcze jeden wątek: dzieciaki są czarne, dzielnica jest czarna, dyrektor i nauczyciele są czarni, a ten jeden - biały.

Ciekawe połączenie. Czy mu się ud? Od razu wiemy, że tak. Bo niby po co Amerykanie mieliby tracić dziesiątki metrów taśmy filmowej i pracy dziesiątek ludzi, gdyby finał nie był pozytywny!

Ale pytanie nie jest czy mu się uda, ale jak on to zrobi? Co będzie  tym pierwszym momentem, w którym dzieciaki przełamią wrogość i opór wobec białego nauczyciela?

Nauczyciel po pierwsze chce poznać swoich uczniów. Dlatego też udaje się do każdego dziecka do domu, by poznać jego otoczenie i rodziców. Przy tej okazji dowiaduje się, że jego uczniowie to dzieciaki niekochane, niechciane i wykorzystywane tylko do zrobienia różnych rzeczy w domu. Nie mają głosu, nikt nie słucha ich zdania i nie liczy się z ich zateresowaniami.
Co ważne, rodziców nie obchodzi los dzieci, bo mają o nich  przekonanie, że to nieudaczniki z najgorszej szkoły w mieście. Nie uczą się, nie osiągną nic i są spisane na straty.

Niestety to powszechna opinia o dzieciakach z uboższych rodzin. Ale jak nieprawdziwa!

Drugą rzeczą, którą wprowadza nauczyciel to ZASADY!
Pierwsza z nich to:     Miej duże marzenie.
Druga:                      Podejmij ryzyko.

Mówi również: mam dla was niespodziankę: dzisiaj nie będzie lekcji.

To, co mu się udało to fakt, że dzieciaki zainteresowały się na chwilę. Co za palant zawraca nam gitarę jakimiś zasadami? Co to są zasady i po co?
Jednak druga strona próbuje swoich sił w wnerwianiu nauczyciela. Robią po cichu zakłady: jak długo z nimi wytrzyma.

Czy dzieciaki są jakiejś bardzo okrutne?
Może niekoniecznie. Może należało by powiedzieć, że sprytne i zestresowane. Boją się, że nauczyciel odejdzie, jak 3 poprzednich, boją się związać, to to oznaczało by dla nich olbrzymią zmianę i wyzwanie, na które nie są gotowe.

Inną ważną regułą, którą wprowadził było:

                              JESTEŚMY RODZINĄ.
                              SZANUJEMY SIĘ

Opór przełamywał się stopniowo. Drobne zmiany każdego dnia.

Słowo klucz to KONSEKWENCJA.

Trudno buduje się zaufanie. Łatwo je też nadwerężyć. Ale bez relacji, bez obopólneo zaufania trudn jest przekazywać komuś wiedzę. To znaczy przekazywać sobie można, ale bezowocnie i tylko w jedną stronę. 

Edukacja polega na wymianie. Wymianie relacji, potem wiedzy. I dlaczego miałoby to się odbywać w jedną stronę? Dlaczego tylko nauczyciel ma uczyć ucznia a nie odwrotnie? 

Ale nie będę opisywać całego filmu! warto go obejrzeć samemu. 


Film można obejrzeć tutaj:

http://www.youtube.com/watch?v=rWj8BXSWu-w

wtorek, 29 lipca 2014

zachowuję się jak prawdziwy kajakarz...




Nasze kajaki "porzucone" pod skarpą, na której były przepyszne jeżyny.

meandry rzeki Rawki
Dzisiaj zachowywałam się jak prawdziwy kajakarz. Siedząc na środku rzeki, oddawałam się błogiemu lenistwu, kiedy nagle usłyszałam krzyk mojego dziecka.
Podziwiam moje dzieciaki. Świetnie radzą sobie w trudnych warunkach bojowych na rzece.
Rawka jest naprawdę piękną rzeką i jeśli komuś marzy się przygoda, to się nie zawiedzie. Nie jest to rzeka dla początkujących lub dla tych, co chcą w spokoju pomachać wiosłem. To rzeka dla podróżników, szukających przygód i niestrudzonych sportowców. Trzeba się czasem schylić pod opadającym konarem  składając się jak scyzoryk, czasem trzeba machać wiosłem szybciej, czasem wolniej. Trzeba wiedzieć, kiedy należy wziąć jakąś przeszkodę szybko, a kiedy baaaardzo wolno.  
Nie raz nam się kajak przechylił i było dużo krzyku, bo nalała się woda górą. Dzieciaki w kajaku znalazły żabę i trzeba było szybko zrobić postój, żeby pozbyć się pasażera, który nie wiosłuje. Tak,  tak. Warunki są ostre. Kto nie wiosłuje, ten wypada z gry! No, może z wyjątkiem mamy, która ma jakiś inny potajemny układ z tatą, który ochoczo wiosłuje za mamę też!
Są chwile, kiedy można być trochę rozleniwionym, a są takie jak ta, że kajak się chybocze, bo dopłynęliśmy do olbrzymiego drzewa, które się zwaliło podczas ostatniej burzy. I nie można się już beztrosko opalać, ani zajadać czekoladowych batoników. Pora wziąć się w garść, skupić się i przemyśleć: przenoska czy damy radę to jakoś opłynąć. Przenoska oznacza tyle, że trzeba dobić do brzegu (trzeba najpierw znaleźć dogodne miejsce), wysiąść z kajaka, przenieść kajak, który nie waży tyle, co piórko i dalej zwodować, usadowić się ponownie, odepchnąć się wiosłami i szczęśliwie płynąć dalej. I to wszystko we dwie osoby. Piszę, że we dwie jest niby trudniej.  Tak mówi mój mąż, gdy narzeka, kiedy moje wiosko nie robi tego, co on chce. Śmiejemy się, że mój bluethooth się popsuł. I do tego dochodzi jeszcze głód, bo nie można jeść na zawołanie, dochodzi niewygoda, bo po kilku godzinach siedzenia pupa boli i nogi drętwieją i dochodzi jeszcze najgorsze! –Maaamaa- weź te straszne muchy końskie!-krzyczał mój 16-letni syn jak małe dziecko. To efekt tego, że na śniadanie zjadł tylko małą kanapeczkę i teraz jest jego czas na drugie śniadanie. A my na wodzie! I co robić???
Z głodu nie można sobie żartować, a szczególnie, nie można żartować, gdy godne jest dziecko. Nawet 16-letnie ma prawo do jedzenia. A nawet i obowiązek. Bo nawet bardziej się opłaca dziecko nakarmić, niż wysłuchiwać narzekania na końskie muchy, niebieskie ważki, skaczące  koniki, czy inne latające paskudztwa.  W tym miejscu chcę przeprosić wszystkich biologów, przyrodników i innych pasjonatów tych stworzeń, ale moim celem nie było obrażanie niczyichś uczuć, a jedynie oddanie klimatu narzekania.
Gdybym pierwszy raz popłynęła na jakąś rzekę szeroką, wygodną bez przenosek, z eleganckimi polami biwakowymi, to chyba by mnie to nie zachwyciło. I nie było by o czym pisać.