Na konferencji dr Bonar z Uniwersytetu Łódzkiego tak pięknie mówiła o twórczości. O tym, że dziecko się tak cudownie rozwija, kiedy dostaje zadania, które wymagają myślenia, gdy są postawione problemowo, gdzie występuje wiele poprawnych rozwiązań.
Dr Bonar zbadała najpopularniejsze programy nauki wczesnoszkolnej. I okazało się, że ¾ zadań, to zadania zamknięte, które mają tylko jedną odpowiedź, a tylko ¼ zadań to zadania otwarte.
Urzekł mnie , jak zwykle, wykład prof.zw. dr hab.Edyty Gruszczyk-Kolczyńskiej, która ze stoickim spokojem i anielską cierpliwością tłumaczyła założenia nowej podstawy programowej.
Na konferencji pojawiał się wielokrotnie wątek kryzysu wychowania rodzinnego, braku wartości w szkolnictwie, dobrym wychowaniu – cokolwiek dla niektórych to oznacza-, szacunku do dziecka oraz wreszcie – miłość!
Ktoś nawet zauważył, że dziecko rozwija się lepiej, gdy jest otoczone miłością i szczęśliwe. Ważne jest , by było nie tylko edukowane , ale i dobre a także zdrowe
Witaj Przyjacielu,
jesteś moim ulubionym GOŚCIEM!
Rozsiądź się wygodnie i podróżujmy razem po bezkresnym oceanie ludzkich możliwości.
Czy można żyć lepiej, pełniej, zdrowiej i ciekawiej?
Ja wierzę, że tak!
I postanowiłam, że coś z tym zrobię!
czwartek, 5 listopada 2009
Dwa światy! Moje wrażenia z konferencji...
Kiedy tak siedzę w szkole czekając na zajęcia mojego dziecka i czytam książkę , to są zupełnie inne dwa światy.
Jeden świat możliwości , pokonywania własnych ograniczeń, słabości , drugi- małość, szarość, brak wizji.
Tak samo czuję rozbieżność pomiędzy tym, czego się nasłuchałam w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Łodzi na Konferencji Edukacji Alternatywnej a poglądami „zwykłych” nauczycieli.
To dwa światy – teoria i praktyka. Przyznaję, że nie wszystkie odczyty (bo nie wszystkie można nazwać niestety wystąpieniami publicznymi) przemawiały do mnie.
Jako matka jestem przede wszystkim praktykiem i mój mózg rozpaczliwie poszukiwał powiązania z tym, co słyszę i tym, co robię.
Wiele tych naukowych badań, moim zdaniem, służą jedynie samym sobie. Wiele teoretycznych koncepcji jest dla mnie zbyt wyimaginowanych , by mogły być praktycznie stosowane.
Ja realizuję z dziećmi takie czyste zdroworozsądkowe podejście. Podejście realne, intuicyjne, takie matczyne.
Niesamowite było dla mnie to, że to co robię, zostało opisane. Cudownie, że naukowcy znaleźli na to nazwę. Znalazłam duże podobieństwo w teorii autonomicznej podejścia do ucznia, Piageta, częściowo C.Freinet, rozwiązania praktyczne M. Montessori.
Czy moja metoda jest eklektyczna, czy też matczyną miłość do dziecka ktoś sobie rozczłonkował i ponazywał?
Porzucam te rozważania . Niech zajmą się nimi ci, dla których jest to istotne.
Dla mnie najważniejsze jest DZIECKO! Dziecko nie tylko moje własne, ale i dobro i szczęście dzieci w ogóle.
Jestem przekonana, że cały czas doskonaląc moje metody i działania, stworzę coś, co pomoże nie tylko moim dzieciom , ale i innym rodzinom żyć pełnią życia, w wolności i obfitości
Jeden świat możliwości , pokonywania własnych ograniczeń, słabości , drugi- małość, szarość, brak wizji.
Tak samo czuję rozbieżność pomiędzy tym, czego się nasłuchałam w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Łodzi na Konferencji Edukacji Alternatywnej a poglądami „zwykłych” nauczycieli.
To dwa światy – teoria i praktyka. Przyznaję, że nie wszystkie odczyty (bo nie wszystkie można nazwać niestety wystąpieniami publicznymi) przemawiały do mnie.
Jako matka jestem przede wszystkim praktykiem i mój mózg rozpaczliwie poszukiwał powiązania z tym, co słyszę i tym, co robię.
Wiele tych naukowych badań, moim zdaniem, służą jedynie samym sobie. Wiele teoretycznych koncepcji jest dla mnie zbyt wyimaginowanych , by mogły być praktycznie stosowane.
Ja realizuję z dziećmi takie czyste zdroworozsądkowe podejście. Podejście realne, intuicyjne, takie matczyne.
Niesamowite było dla mnie to, że to co robię, zostało opisane. Cudownie, że naukowcy znaleźli na to nazwę. Znalazłam duże podobieństwo w teorii autonomicznej podejścia do ucznia, Piageta, częściowo C.Freinet, rozwiązania praktyczne M. Montessori.
Czy moja metoda jest eklektyczna, czy też matczyną miłość do dziecka ktoś sobie rozczłonkował i ponazywał?
Porzucam te rozważania . Niech zajmą się nimi ci, dla których jest to istotne.
Dla mnie najważniejsze jest DZIECKO! Dziecko nie tylko moje własne, ale i dobro i szczęście dzieci w ogóle.
Jestem przekonana, że cały czas doskonaląc moje metody i działania, stworzę coś, co pomoże nie tylko moim dzieciom , ale i innym rodzinom żyć pełnią życia, w wolności i obfitości
Etykiety:
konferencje,
metody
0
komentarze
Taki zwykły dzień
Naprawdę fajny dzień! Byłam wkurzona i nie wiedziałam, co mam na dzisiaj wymyśleć. Czas ucieka, a ja mam poczucie niespełnienia tego „obowiązku szkolnego”!
Krążymy wokół starożytności: Grecja, Rzym.Mitologie. Oglądamy serię filmów dokumentalnych.
Zamiast czytać książki historyczne, przeglądaliśmy je tylko w poszukiwaniu domostwa w starożytnej Grecji. W końcu stwierdziliśmy, że Bartek zrobi „namiot” sprzed 10.000 lat, a Aga zapaliła się do lepianki z Egiptu. Tak nas jakoś naszło na prace techniczne. Trochę to daleko do starożytnej Grecji, ale dobre i to.
Potem obejrzeliśmy film animowany z serii „Byli sobie podróżnicy” o Aleksandrze Macedońskim i w ramach pracy pisemnej z polskiego dzieci opisywały postać Aleksandra. To znaczy Agnieszka, bo Bartek wolał opisać swoją zabawkę: Mato Tope- indiański wojownik.
Opisy były naprawdę ładne. Potem pojechałam z Agą na zajęcia z plastyki, gdzie widziałam jej piękna rzeźbę konia wykonaną w glinie. Dzisiaj ma robić odlew (negatyw) rzeźby i później drugi odlew już z gipsu. Właśnie czekam na nią w kawiarni i przygotowywałam się do jutrzejszej pracy. Bo rodzice uczący dzieci w edukacji domowej musza sobie jakoś radzić z finansami. Jakoś inaczej niż cała reszta normalnego społeczeństwa
Krążymy wokół starożytności: Grecja, Rzym.Mitologie. Oglądamy serię filmów dokumentalnych.
Zamiast czytać książki historyczne, przeglądaliśmy je tylko w poszukiwaniu domostwa w starożytnej Grecji. W końcu stwierdziliśmy, że Bartek zrobi „namiot” sprzed 10.000 lat, a Aga zapaliła się do lepianki z Egiptu. Tak nas jakoś naszło na prace techniczne. Trochę to daleko do starożytnej Grecji, ale dobre i to.
Potem obejrzeliśmy film animowany z serii „Byli sobie podróżnicy” o Aleksandrze Macedońskim i w ramach pracy pisemnej z polskiego dzieci opisywały postać Aleksandra. To znaczy Agnieszka, bo Bartek wolał opisać swoją zabawkę: Mato Tope- indiański wojownik.
Opisy były naprawdę ładne. Potem pojechałam z Agą na zajęcia z plastyki, gdzie widziałam jej piękna rzeźbę konia wykonaną w glinie. Dzisiaj ma robić odlew (negatyw) rzeźby i później drugi odlew już z gipsu. Właśnie czekam na nią w kawiarni i przygotowywałam się do jutrzejszej pracy. Bo rodzice uczący dzieci w edukacji domowej musza sobie jakoś radzić z finansami. Jakoś inaczej niż cała reszta normalnego społeczeństwa
Etykiety:
metody,
organizacja czasu
0
komentarze
piątek, 23 października 2009
Natchnienie !
Kiedy się nie pisze, nie oznacza, że nie ma się o czym, tylko, że nie ma się natchnienia!
Siedzę właśnie w jakieś kawiarni o wystroju zielono brązowym z hałasującym nieopodal telewizorem z włączonym MTV i zastanawiam się, co też się wydarzyło przez ostatnie pół roku …edukacyjnego…
Nasza edukacja jest naszym życiem. Albo życie edukacją. Edukacja zresztą tak poważnie brzmi. Czasem mam tego dosyć.
Tej odpowiedzialności, tej „poważności”. Jakiś system, jakieś oceny, jakieś egzaminy… Toż to zupełnie zabija naszą kreatywność. Dla mnie termin jest jak nóż na gardle: zupełnie mnie paraliżuje! Nie jestem w stanie pracować , kiedy mam wyznaczony jakiś termin.
Sama je zresztą wyznaczam. Ale wtedy pracuję na samym początku. Wtedy mogę wymyślać. Jak mam wolny umysł, łatwiej przychodzą pomysły do głowy. To tak, jakby otwierała się zupełnie inna możliwość. Podświadomość zaczyna działać i ja mogę świadomie odbierać jej sygnały. To cudowne.
Tak powinno być w szkole. Zobacz, jak dziecko ma zadany temat jakiejś pracy pisemnej, która go w ogóle nie interesuje, odwali to tylko i już! Najpiękniejsze opowiadania powstają bez przymusu. Wtedy dopiero działa magia! Moje dzieci piszą , owszem, opowiadania w terminie, ale często rzucam tylko pierwsze zdanie i zostawiam, ciekawa, co też wspaniałego przeczytam.
Dzieci piszą tzw. wolne teksty, które później służą nam do interpretacji (np. ich własne wiersze). Wiersze innych autorów po prostu czytamy i przeżywamy. Czasem mama płacze, bo mama się często wzrusza… Dzieci widzą to i czasem się dziwią. Mama płacze też na filmach, przy książkach i jak głaszcze swoje piękne Dzieci! Wtedy też się dziwią, bo myślą, że mama powinna być szczęśliwa. A mama płacze … ze szczęścia przecież!!!
Dziwne są te mamy zachowania. Dzieci obserwują i wiedzą, że można pokazywać uczucia. Że to dobrze. Że być wrażliwym nie jest strasznie! Że to nie my jesteśmy zbyt wrażliwi, tylko czasem świat pokazuje swoją brutalność. A właściwie nie sam świat, tylko ludzie tu mieszkający. Uczę dzieci, że mają być sobą, bo prawdziwa siła bierze się z wnętrza człowieka. ..
Siedzę właśnie w jakieś kawiarni o wystroju zielono brązowym z hałasującym nieopodal telewizorem z włączonym MTV i zastanawiam się, co też się wydarzyło przez ostatnie pół roku …edukacyjnego…
Nasza edukacja jest naszym życiem. Albo życie edukacją. Edukacja zresztą tak poważnie brzmi. Czasem mam tego dosyć.
Tej odpowiedzialności, tej „poważności”. Jakiś system, jakieś oceny, jakieś egzaminy… Toż to zupełnie zabija naszą kreatywność. Dla mnie termin jest jak nóż na gardle: zupełnie mnie paraliżuje! Nie jestem w stanie pracować , kiedy mam wyznaczony jakiś termin.
Sama je zresztą wyznaczam. Ale wtedy pracuję na samym początku. Wtedy mogę wymyślać. Jak mam wolny umysł, łatwiej przychodzą pomysły do głowy. To tak, jakby otwierała się zupełnie inna możliwość. Podświadomość zaczyna działać i ja mogę świadomie odbierać jej sygnały. To cudowne.
Tak powinno być w szkole. Zobacz, jak dziecko ma zadany temat jakiejś pracy pisemnej, która go w ogóle nie interesuje, odwali to tylko i już! Najpiękniejsze opowiadania powstają bez przymusu. Wtedy dopiero działa magia! Moje dzieci piszą , owszem, opowiadania w terminie, ale często rzucam tylko pierwsze zdanie i zostawiam, ciekawa, co też wspaniałego przeczytam.
Dzieci piszą tzw. wolne teksty, które później służą nam do interpretacji (np. ich własne wiersze). Wiersze innych autorów po prostu czytamy i przeżywamy. Czasem mama płacze, bo mama się często wzrusza… Dzieci widzą to i czasem się dziwią. Mama płacze też na filmach, przy książkach i jak głaszcze swoje piękne Dzieci! Wtedy też się dziwią, bo myślą, że mama powinna być szczęśliwa. A mama płacze … ze szczęścia przecież!!!
Dziwne są te mamy zachowania. Dzieci obserwują i wiedzą, że można pokazywać uczucia. Że to dobrze. Że być wrażliwym nie jest strasznie! Że to nie my jesteśmy zbyt wrażliwi, tylko czasem świat pokazuje swoją brutalność. A właściwie nie sam świat, tylko ludzie tu mieszkający. Uczę dzieci, że mają być sobą, bo prawdziwa siła bierze się z wnętrza człowieka. ..
czwartek, 22 października 2009
Ostatnie egzaminy- widać, że można, ale trzeba chcieć!
No, no...
muszę przyznać, że "co kraj, to obyczaj", co szkoła to inne podejście!
Z mojego pamiętnika:
"Egzaminy-matematyka
Pierwszy z sześciu egzaminów mamy już za sobą. Dzieciaki były niesamowite. Mnie interesuje głównie jak radziły sobie przed egzaminem pod względem emocjonalnym. W samochodzie śmialiśmy się dużo i do sprawdzianów podeszliśmy na luzie. Jak widać bardzo to się przydało.
Najpierw wszystkie dzieci w edukacji domowej pisały egzamin. Potem czekaliśmy na ustne i muszę przyznać, że nauczyciele wykazali się duzą cierpliwością czekając na odpowiedź.
Niestety Agnieszka dostała jedno zadanie, w którym trzeba było wykorzystać wzór , którego nie przerabiałyśmy. Jakoś go w książce nie było! I to spowodowało, że dostała z pisemnego 4. Potem przy tablicy dostała bardzo proste zadanie z równości i tutaj… zaćmienie. Nie pamiętała prostych przekształceń.
Wiem, że tu zadziałał stres, bo Aga jest bardzo ambitna i miała do siebie pretensje, że nie znała wzoru. Z wypiekami na twarzy podziękowała za ocenę i wyszła z sali. Przez cały czas było jej bardzo duszno i nie mogła oddychać. Dodam jeszcze, że Aga od dwóch tygodni śpi w pokoju przy otwartym oknie i trochę mnie to niepokoi. Będę musiała pójść do lekarza.
Jeśli chodzi o Bartka, to miał kilka drobnych błędów rachunkowych, ale za to świetnie zrobioną geometrię i na egzaminie ustnym był wyluzowany. To dobrze, bo przyznam, że bardziej obawiałam się jego strachu. Bartek wykazał się wiedzą wykraczającą lekko ponad czwartą klasę, bo przecież geometrię robił z Agnieszką.
Na koniec egzaminu jedna z pań nauczycielek podsumowała: Jeśli Agnieszka chodziłaby do szkoły, miałaby 5 godzin dziennie matematykę i kilka prac domowych w tygodniu, to na pewno zdałaby na szóstkę!
Na co ja pomyślałam sobie: i mnóstwo skradzionego z tego, co kocha: plastyki!
Jeśli chodzi o Bartka, to miał kilka drobnych błędów rachunkowych, ale za to świetnie zrobioną geometrię i na egzaminie ustnym był wyluzowany. To dobrze, bo przyznam, że bardziej obawiałam się jego strachu. Bartek wykazał się wiedzą wykraczającą lekko ponad czwartą klasę, bo przecież geometrię robił z Agnieszką.
Na koniec egzaminu jedna z pań nauczycielek podsumowała: Jeśli Agnieszka chodziłaby do szkoły, miałaby 5 godzin dziennie matematykę i kilka prac domowych w tygodniu, to na pewno zdałaby na szóstkę!
Na co ja pomyślałam sobie: i mnóstwo skradzionego z tego, co kocha: plastyki!
ANGIELSKI:
Dzisiaj mamy egzamin „tylko” z jednego przedmiotu: angielskiego. Za to zajmuje nam cały dzień. Od rana pisemne, po południu ustne, bo pani nie miała czasu, bo ma lekcje w szkole.
Test był dosyć prosty- właściwie same podstawy. Ustny poszedł Agnieszce z drobnymi błędami. Pani powiedziała, że widać, że stawiam na komunikację, a nie na gramatykę.
Pokazywałam materiały i nasze prace z amerykańskiego systemu dla homeschoolersów. Może i materiał był trochę chaotyczny, bo obejmował fizykę, przyrodę i historię, ale mnie się podobało.
Po egzaminie widzę, że trzeba będzie położyć nacisk na komunikację o sprawach codziennych.
To, co udało mi się zrobić, to dzieciaki stały się bardziej otwarte i odważne. Nie boją się mówić i popełniać błędów.
Na egzaminie ustnym dostały pytania: Jak się nazywasz, ile masz lat, co lubisz robić, jakie jest twoje hobby, czy lubisz zwierzęta, opowiedz swój typowy dzień… Wszystko, co jest bliskie dziecku.
Test był dosyć prosty- właściwie same podstawy. Ustny poszedł Agnieszce z drobnymi błędami. Pani powiedziała, że widać, że stawiam na komunikację, a nie na gramatykę.
Pokazywałam materiały i nasze prace z amerykańskiego systemu dla homeschoolersów. Może i materiał był trochę chaotyczny, bo obejmował fizykę, przyrodę i historię, ale mnie się podobało.
Po egzaminie widzę, że trzeba będzie położyć nacisk na komunikację o sprawach codziennych.
To, co udało mi się zrobić, to dzieciaki stały się bardziej otwarte i odważne. Nie boją się mówić i popełniać błędów.
Na egzaminie ustnym dostały pytania: Jak się nazywasz, ile masz lat, co lubisz robić, jakie jest twoje hobby, czy lubisz zwierzęta, opowiedz swój typowy dzień… Wszystko, co jest bliskie dziecku.
JĘZYK POLSKI
Aga dostała wiersz T.Rózewicza "Przepaść". Moim zdaniem dośc trudny w interpretacji.
Do tego litanię zadań: zinterpretuj, analizuj, ile ma wersów, znajdź przenośnie, wyjaśnij znaczenie związków frazeologicznych...
Pytanie o lektury- otwarte: jaką ostatnio czytałaś? Przedstaw elementy świata przedstawionego: czas akcji, miejsce, bohaterowie, wątki...
Bartek zapytany o lekturę, wymiękł. Bo on praktycznie nie wie, które to są lektury, a które nie. Czyta dużo i rozmawiamy o tym, czasem coś piszemy, rysujemy.
Nie mają lekturników.
PRZYRODA:
Podobno test był bardzo długi , ale prosty. Pytania testowe, odpowiedzi do wyboru. Piszę „podobno”, bo rodzic ma egzamin do wglądu , ale nie może zrobić z tego kserokopii. Chcę się dowiedzieć, dlaczego.
Ustny z przyrody wyglądał tak, że Aga miała pytanie o pustynię w Afryce, co najbardziej lubi w przyrodzie(odpowiedziała, że zwierzęta, bo potrafią czuć tak samo jak ludzie i umiały się tak świetnie przystosować do różnych warunków życia); pytanie o tundrę, warstwy w lesie równikowym.
Dla Bartka egzamin byl czystą formalnocią. To przecież jego pasja! Bartek miał pytanie: wymień 3 ssaki, ptaki(odpowiedź nie "orzel" , ale : orzeł bielik), 3 owady (odpowiedź nie "mucha", ale : mucha domowa), jak się chroni przyrodę
Z historii egzamin dla Bartka był znacznie trudniejszy: nie pamiętał plemion, pomieszały mu się daty, nie znał zabytków Łodzi. Cios dla rodzica-nauczyciela! A tyle zwiedzaliśmy!
Agnieszka odpowiedziała tak szybko, że nie zdążyłam nawet zanotować pytań, ale na pewno były: krainy historyczno-geograficzne Polski, co cię najbardziej pasjonuje w historii.
Ustny z przyrody wyglądał tak, że Aga miała pytanie o pustynię w Afryce, co najbardziej lubi w przyrodzie(odpowiedziała, że zwierzęta, bo potrafią czuć tak samo jak ludzie i umiały się tak świetnie przystosować do różnych warunków życia); pytanie o tundrę, warstwy w lesie równikowym.
Dla Bartka egzamin byl czystą formalnocią. To przecież jego pasja! Bartek miał pytanie: wymień 3 ssaki, ptaki(odpowiedź nie "orzel" , ale : orzeł bielik), 3 owady (odpowiedź nie "mucha", ale : mucha domowa), jak się chroni przyrodę
Z historii egzamin dla Bartka był znacznie trudniejszy: nie pamiętał plemion, pomieszały mu się daty, nie znał zabytków Łodzi. Cios dla rodzica-nauczyciela! A tyle zwiedzaliśmy!
Agnieszka odpowiedziała tak szybko, że nie zdążyłam nawet zanotować pytań, ale na pewno były: krainy historyczno-geograficzne Polski, co cię najbardziej pasjonuje w historii.
Nie znamy jeszcze ocen, ale zamierzamy pójść jutro do szkoły z kwiatami dla komisji egzaminacyjnej. Taki drobny wyraz uznania za pracę twórczą i serce.
Jadąc samochodem uświadomiłam sobie jeszcze jedną rzecz w związku z egzaminami: trochę słabsze oceny to jest właśnie ten koszt, ta cena, którą „płacimy” za edukację domową. Ale tak naprawdę to cena naszej wolności. Moglibyśmy przysiąść i uczyć się jeszcze z 50 godzin i wyćwiczyć do perfekcji zadania, które mają być na egzaminie. Ale czy nam o to chodzi? Oczywiście, że nie. Nam zależy na tym, żeby zdać do następnej klasy i mieć spokój z biurokracją. Chcemy, żeby nasze dzieci rozwijały się w odpowiednim tempie, tak szybko jak to jest dla nich możliwe i żeby umiały radzić sobie w życiu głównie ze swoimi emocjami.
W szkole podstawowej potrzebnych jest tak naprawdę tylko kilka przedmiotów tzw. lewopółkulowych:
· Matematyka
· Informatyka
· Języki(słownictwo i gramatyka)
· Język polski(gramatyka i ortografia)
Dodatkowo kształtowanie umiejętności:
1. zarządzanie sobą ( emocje, czas)
2. zarządzanie swoimi finansami
Reszta przedmiotów powinna być przekazywana twórczo i w formie projektów.
Nie ma wzoru na egzamin, to i dobrze, bo jest miejsce na kreatywność dla mądrego nauczyciela.
Wiedza może i być sprawdzana, tylko po co martwią się o to niektórzy nauczyciele?
Nie tylko z resztą oni.
Wiele osób pyta mnie z przerazeniem w oczach "Ale dzieci mają chyba jakiś sprawdzian?"
-Oczywiście, ze tak. Na koniec roku mamy całą sesję egzaminacyjną, jak na studiach- tłumaczę i widzę, jak osoba szybko wydycha powietrze:
-Uff!"
Serdeczne podziękowania dla dyrektor szkoły 152 w Łodzi
pani Doroty Kłodzińskiej za:
- świetną organizację
- wspaniałą kadrę nauczycielską
- fachowe przygotowanie
- gotowość do niesienia pomocy
- ludzkie traktowanie ucznia i jego rodziców (czyli nas)
- odwagę
- miłą atmosferę w szkole
- życzliwość i serce
ł
Subskrybuj:
Posty (Atom)
