Jako, że moje życie się nieco odmieniło,to i strona www musiała się zmienić. Zapraszam na nową stronę, na której piszę o edukacji: www.DorotaPiwowarska.pl

A to jest mój blog, który pisałam od 2007r.
To strona o edukacji. O edukacji niekonwencjonalnej, ciekawej. Niekoniecznie regularnej i systematycznej, ale na pewno twórczej i zabawnej.
A o domowej w szczególności. Piszę ją jako mama dwojga dzieci , które były nauczane tą metodą .
Jeśli jesteś rodzicem, który troszczy się o swoje dziecko , i dla którego system szkolny nie ma oferty edukacyjnej lub jeśli jesteś nauczycielem i czujesz, że w sobie pasję do nauczania a system
szkolny Cię ogranicza, to zapraszam Cię do lektury mojego bloga.

Zamieszczam tutaj moje osobiste przemyślenia, różne informacje, rozwiązania wynikające z doświadczenia oraz
porady czysto praktyczne, nie stanowiące porad prawnych,
finansowych, psychologicznych.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EGZAMINY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EGZAMINY. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Nas też to czeka. Zobacz efekty genialnej nauki w Chinach



Jak wrzucimy w wyszukiwarkę dwa słowa: Chiny edukacja, to znajdziemy mnóstwo pięknych zdjęć pokazujących, jak można świetnie uczyć się i wyglądać w Chinach.
Problem w tym, że to propaganda rządowa, czy coś tam. Ludzie żyją zupełnie inaczej.

Według autora filmu „Alphabet” Erwina Wagenhofen’a edukacja w Chinach wygląda zupełnie inaczej.


W filmie pokazano:

Rodzice chcą, by dzieci wzlatywały wysoko, ale je ciągle kontrolują.
Chiny- jeszcze do niedawna edukacja była bardziej różnorodna. Wszystko zmienił system oparty wyłącznie na mechanizmach rynkowych: wprowadzono współzawodnictwo, konkurencję, co doprowadziło do powstania szkół elitarnych, w których było … jeszcze więcej konkurencji i wyścigu szczurów i ogólne testowanie uczniów.
System edukacji staje się systemem opartym wyłącznie na testach. Doświadczenia Chińczyków pokazują, że  dzieci mają świetną umiejętność zdawania testów egzaminacyjnych, ale brak im umiejętności potrzebnych do funkcjonowania w życiu.
W Chinach dziecko jest przemęczone. Najdłużej na świecie się uczy i najmniej śpi. Dzieci są pozbawione prawa do odpoczynku. Zazdroszczą swoim rodzicom, że w sobotę mogą dłużej pospać i że oglądają wieczorami telewizję.
Konsekwencjami tego stanu rzeczy jest to, że chińskie dzieci wygrywają na starcie, ale przegrywają na dłuższą metę.

Wyrastają na maszyny do zdawania egzaminów. W całej historii Chin nigdy nie było jeszcze aż tak źle.W kraju gospodarczego cudu.

czwartek, 6 maja 2010

Jesteśmy częściowo po egzaminach!

Jesteśmy częściowo po egzaminach!


 
Ostatnie tygodnie były dla nas trudne: emocjonalnie i organizacyjnie.

 
Najpierw egzaminy Agnieszki (I kl.gimnazjum)

 
Harmonogram egzaminów:

 
  • Czwartek 8 kwiecień 2010 historia
  • Poniedziałek 12 kwiecień 2010 biologia
  • Wtorek 13 kwiecień 2010 chemia
  • Środa 14 kwiecień 2010 geografia
  • Czwartek 15 kwiecień 2010 matematyka

 Przerwa w gimnazjum i jedziemy w góry zdawać egzaminy u Bartka w szkole podstawowej (kl.V):

 
  • Poniedziałek: angielski
  • Wtorek: matematyka
  • Środa: historia, język polski
  • Czwartek : przyroda 
Przyjazd do Łodzi i wyjazd nasz (rodziców) do Warszawy i też egzaminy.

 

Czwartek 29 kwietnia 2010 język polski

 
Czeka nas jeszcze język angielski, hiszpański i fizyka.

 
Moje wnioski i obserwacje:

 
Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. Warto zastanowić się , co chcemy osiągnąć. Nam zależało na tym, żeby mieć z głowy bez względu na oceny. Zadowoliliśmy się ocenami: 4 i 5. Nie walcząc , nie upierając się i w pełni zgody z nauczycielami.

Wskazówka dla tych, którym zależy na ocenach:
Jak można by uzyskać wyższe oceny?
-Uzgadniając z nauczycielami bardzo szczegółowo zakres tematyczny egzaminów.

 
Okazuje się, że trzeba by czytać dokładnie te same podręczniki, korzystać z tych samych kartkówek i egzaminów, a najlepiej…. Chodzić do szkoły na zajęcia, żeby wiedzieć, na co ten nauczyciel zwróci szczególną uwagę. Oczywiście można poświęcić na to czas i energię, ale , moim zdaniem, są rzeczy ważniejsze i pilniejsze.
 

 

 
Nauczyciele są naprawdę bardzo mili i starają się ocenić dziecko, które w końcu nie chodzi na ich lekcje, jak najlepiej bez krzywdy dla dziecka. Bardzo to cenię!
 
Ja traktuję egzamin jako feedback, tzn. informację zwrotną, co jeszcze mogę zrobić z dzieckiem, jak lepiej jakiś temat przerobić, co jest ważne… co dziecko już potrafi, a z czym sobie nie radzi.
 
Wielkim zaskoczeniem i potwierdzeniem jednocześnie skuteczności naszych metod edukacyjnych, był egzamin z historii w szkole podstawowej i z przyrody. Ponieważ największą trudność sprawia dopasowanie podstawy programowej rozłożonej na 3 lata do rocznych terminów egzaminacyjnych, Bartek pisał test przeznaczony na cały drugi etap edukacyjny, czyli klasy 4-6. Dla nas, jako dla rodziców, było to świetnym sprawdzianem umiejętności i wiedzy dziecka. Taki test powinien być jednak testem typowo diagnostycznym, a nie egzaminacyjnym.

 
Test wydawał mi się trudny, szczegółowy i zawierał wiele pytań opisowych.

  
Dlaczego byliśmy zaskoczeni?

 
Bartek pamiętał bardzo dużo szczegółów, które „przerabialiśmy” głównie na wycieczkach i w luźnych rozmowach z tatą, dziadkiem, przyjacielem … a nie z książek. Na historii dostał pytania o II Wojnę Światową i Katyń, a my jesteśmy na B.Krzywoustym. Poradził sobie dobrze.

 

 

 
Dla dziecka opanowanie materiału z całego roku ze szczegółami jest znacznie trudniejsze niż nauczenie się do jednej klasówki. Nauczyciele opowiadają, że gdyby uczniom piątkowym zrobić egzamin na koniec roku, dostaliby 3 albo 4. Niektórzy twierdzą, że przeciętny uczeń odpowiedziałby poprawnie może na 20% pytań, a zdolny na 50%. Nasze dzieci opanowały ponad 80% materiału i to w sposób bardziej przyjazny niż zakuwanie pamięciowe.
 
Wykazały się rozległą wiedzą (nie wiadomo czasem skąd). Paru tematów w ogóle nie przerabialiśmy, bo zostawiłam to sobie na następny rok.
 
Łączę bowiem I klasę gimnazjum z V klasą podstawówki, poprzez opracowywanie projektów.

  
Za kilka lat może się okazać, że rodzice Ed są najbardziej wykształconą grupą edukatorów. Chcąc nie chcąc , a raczej robiąc to , co im podpowiada serce i intuicja, ucząc się coraz to nowych zagadnień, wyszukując najlepsze materiały edukacyjne w necie, nowości, tłumacząc to, co zostało napisane czy wydane w innych krajach, gdzie Ed nie jest czymś nowym, ale tematem, który się dynamicznie rozwija na potrzeby kształcenia przyszłego świata.
  
Na egzaminach pisemnych był test.

 
W gimnazjum na ustnych losowo wybrane zestawy egzaminacyjne. I niestety atmosfera dosyć "poważna", tzn.bardziej stersująca dla dziecka. Więc maturę mamy już załatwioną:)) Pod względem emocjonalnym- na pewno!

 

czwartek, 18 marca 2010

Jak przygotować egzamin dla homeschoolersów ?

Doświadczenie w edukacji domowej przez ostatnie 3 lata podpowiada, że dzieci kształcone w tym systemie mają dużo większą swobodę w wybieraniu tematów, które je interesują.

Nauka idzie więc dwoma torami:
1)to co na egzamin jest przerabiane z książek i ćwiczeń (i wrzucane do lewej półkuli, żeby na egzaminie "to" stamtąd wyciągnąć)
2)to, co pokazuje życie jest przerabiane na żywo, często spontanicznie , nie poukładane w ramy i bez ograniczeń, potem prezentowane poprzez projekty.

Dla rodziców i dzieci stanowi to dużą trudność, bo często się zdarza, że materiał "się nie pokrywa" z wymaganiami przewidzialnymi na "ten rok".

Jak w takim razie ułożyć sobie współpracę z nauczycielami?


Doświadczenia wielu rodzin pokazują, że istnieje wspólna płaszczyzna, na której można się porozumieć.

Egzaminy są organizowane w dwóch etapach:

część pisemna, krótsza, jest czysto formalnym sprawdzianem wiadomości z części podstawy programowej, która jest obowiązkowa; zawiera części dotyczące wyciąganie własnych wniosków, analizowania, pytania otwarte, , mniej definicji pojęć pamięciowych, a więcej logicznego rozumowania
druga część znacznie bogatsza- daje możliwość zaprezentowania tego, czym naprawdę dziecko się zajmowało w domu, pokazuje umiejętności ucznia, jego pasje i zainteresowania. Po omawianiu tego, co dziecko pasjonuje , można ocenić poziom wypowiedzi dziecka, płynność, umiejętność posługiwania się językiem polskim a także: sposób prezentowania materiału: czy był ciekawy, czy dziecko umie panować nad stresem, czy umie organizować swoją wypowiedź,
Ponieważ uczymy nasze dzieci elementów z wystąpień publicznych i pracy z urządzeniami multimedialnymi,dobrze by było włączyć te umiejętności w część egzaminacyjną.
Zajmujemy się również szeroko pojętą edukacją finansową dzieci, której w szkole w ogóle nie ma.


Mieliśmy już takie egzaminy i bardzo dobrze było to odebrane zarówno przez dzieci jak i przez nauczycieli.

poniedziałek, 30 listopada 2009

Jak "zmierzyć" niemierzalne?

Z moich obserwacji wynika, że to, co się wkłada do lewej półkuli, tzn. odmianę przez przypadki, struktury gramatyczne itd. łatwiej później sprawdzić.

Jest to po prostu bardziej mierzalne.
Stąd egzaminy są w formie testów dla lewopółkulowych informacji.


Nurtuje mnie pytanie: Jak w ogóle można sprawdzić uczenie intuicyjne?

Kto lepiej coś czuje?

Przecież dla egzaminatora wychowanego w systemie szkolnym to czysty absurd.

Tego się nie da porównać ani ocenić.

Dlatego egzamin z plastyki, czy muzyki itd. to głównie prace dzieci sprawdzające umiejętności , albo niestety- wiedza z biografii artystów.

Jak zmierzyć co niemierzalne?
A po co w ogóle mierzyć?
A co by było, gdyby nie mierzyć? A co się stanie z systemem, który oparty jest na mierzeniu?

I komu na tym zależy?

czwartek, 22 października 2009

Ostatnie egzaminy- widać, że można, ale trzeba chcieć!

No, no...
muszę przyznać, że "co kraj, to obyczaj", co szkoła to inne podejście!
Z mojego pamiętnika:
"Egzaminy-matematyka

Pierwszy z sześciu egzaminów mamy już za sobą. Dzieciaki były niesamowite. Mnie interesuje głównie jak radziły sobie przed egzaminem pod względem emocjonalnym. W samochodzie śmialiśmy się dużo i do sprawdzianów podeszliśmy na luzie. Jak widać bardzo to się przydało.
Najpierw wszystkie dzieci w edukacji domowej pisały egzamin. Potem czekaliśmy na ustne i muszę przyznać, że nauczyciele wykazali się duzą cierpliwością czekając na odpowiedź.

Niestety Agnieszka dostała jedno zadanie, w którym trzeba było wykorzystać wzór , którego nie przerabiałyśmy. Jakoś go w książce nie było! I to spowodowało, że dostała z pisemnego 4. Potem przy tablicy dostała bardzo proste zadanie z równości i tutaj… zaćmienie. Nie pamiętała prostych przekształceń.
Wiem, że tu zadziałał stres, bo Aga jest bardzo ambitna i miała do siebie pretensje, że nie znała wzoru. Z wypiekami na twarzy podziękowała za ocenę i wyszła z sali. Przez cały czas było jej bardzo duszno i nie mogła oddychać. Dodam jeszcze, że Aga od dwóch tygodni śpi w pokoju przy otwartym oknie i trochę mnie to niepokoi. Będę musiała pójść do lekarza.
Jeśli chodzi o Bartka, to miał kilka drobnych błędów rachunkowych, ale za to świetnie zrobioną geometrię i na egzaminie ustnym był wyluzowany. To dobrze, bo przyznam, że bardziej obawiałam się jego strachu. Bartek wykazał się wiedzą wykraczającą lekko ponad czwartą klasę, bo przecież geometrię robił z Agnieszką.
Na koniec egzaminu jedna z pań nauczycielek podsumowała: Jeśli Agnieszka chodziłaby do szkoły, miałaby 5 godzin dziennie matematykę i kilka prac domowych w tygodniu, to na pewno zdałaby na szóstkę!
Na co ja pomyślałam sobie: i mnóstwo skradzionego z tego, co kocha: plastyki!
ANGIELSKI:
Dzisiaj mamy egzamin „tylko” z jednego przedmiotu: angielskiego. Za to zajmuje nam cały dzień. Od rana pisemne, po południu ustne, bo pani nie miała czasu, bo ma lekcje w szkole.
Test był dosyć prosty- właściwie same podstawy. Ustny poszedł Agnieszce z drobnymi błędami. Pani powiedziała, że widać, że stawiam na komunikację, a nie na gramatykę.
Pokazywałam materiały i nasze prace z amerykańskiego systemu dla homeschoolersów. Może i materiał był trochę chaotyczny, bo obejmował fizykę, przyrodę i historię, ale mnie się podobało.
Po egzaminie widzę, że trzeba będzie położyć nacisk na komunikację o sprawach codziennych.
To, co udało mi się zrobić, to dzieciaki stały się bardziej otwarte i odważne. Nie boją się mówić i popełniać błędów.
Na egzaminie ustnym dostały pytania: Jak się nazywasz, ile masz lat, co lubisz robić, jakie jest twoje hobby, czy lubisz zwierzęta, opowiedz swój typowy dzień… Wszystko, co jest bliskie dziecku.
JĘZYK POLSKI
Aga dostała wiersz T.Rózewicza "Przepaść". Moim zdaniem dośc trudny w interpretacji.
Do tego litanię zadań: zinterpretuj, analizuj, ile ma wersów, znajdź przenośnie, wyjaśnij znaczenie związków frazeologicznych...
Pytanie o lektury- otwarte: jaką ostatnio czytałaś? Przedstaw elementy świata przedstawionego: czas akcji, miejsce, bohaterowie, wątki...
Bartek zapytany o lekturę, wymiękł. Bo on praktycznie nie wie, które to są lektury, a które nie. Czyta dużo i rozmawiamy o tym, czasem coś piszemy, rysujemy.
Nie mają lekturników.
PRZYRODA:
Podobno test był bardzo długi , ale prosty. Pytania testowe, odpowiedzi do wyboru. Piszę „podobno”, bo rodzic ma egzamin do wglądu , ale nie może zrobić z tego kserokopii. Chcę się dowiedzieć, dlaczego.
Ustny z przyrody wyglądał tak, że Aga miała pytanie o pustynię w Afryce, co najbardziej lubi w przyrodzie(odpowiedziała, że zwierzęta, bo potrafią czuć tak samo jak ludzie i umiały się tak świetnie przystosować do różnych warunków życia); pytanie o tundrę, warstwy w lesie równikowym.
Dla Bartka egzamin byl czystą formalnocią. To przecież jego pasja! Bartek miał pytanie: wymień 3 ssaki, ptaki(odpowiedź nie "orzel" , ale : orzeł bielik), 3 owady (odpowiedź nie "mucha", ale : mucha domowa), jak się chroni przyrodę
Z historii egzamin dla Bartka był znacznie trudniejszy: nie pamiętał plemion, pomieszały mu się daty, nie znał zabytków Łodzi. Cios dla rodzica-nauczyciela! A tyle zwiedzaliśmy!
Agnieszka odpowiedziała tak szybko, że nie zdążyłam nawet zanotować pytań, ale na pewno były: krainy historyczno-geograficzne Polski, co cię najbardziej pasjonuje w historii.
Nie znamy jeszcze ocen, ale zamierzamy pójść jutro do szkoły z kwiatami dla komisji egzaminacyjnej. Taki drobny wyraz uznania za pracę twórczą i serce.

Jadąc samochodem uświadomiłam sobie jeszcze jedną rzecz w związku z egzaminami: trochę słabsze oceny to jest właśnie ten koszt, ta cena, którą „płacimy” za edukację domową. Ale tak naprawdę to cena naszej wolności. Moglibyśmy przysiąść i uczyć się jeszcze z 50 godzin i wyćwiczyć do perfekcji zadania, które mają być na egzaminie. Ale czy nam o to chodzi? Oczywiście, że nie. Nam zależy na tym, żeby zdać do następnej klasy i mieć spokój z biurokracją. Chcemy, żeby nasze dzieci rozwijały się w odpowiednim tempie, tak szybko jak to jest dla nich możliwe i żeby umiały radzić sobie w życiu głównie ze swoimi emocjami.

W szkole podstawowej potrzebnych jest tak naprawdę tylko kilka przedmiotów tzw. lewopółkulowych:

· Matematyka
· Informatyka
· Języki(słownictwo i gramatyka)
· Język polski(gramatyka i ortografia)
Dodatkowo kształtowanie umiejętności:
1. zarządzanie sobą ( emocje, czas)
2. zarządzanie swoimi finansami

Reszta przedmiotów powinna być przekazywana twórczo i w formie projektów.
Nie ma wzoru na egzamin, to i dobrze, bo jest miejsce na kreatywność dla mądrego nauczyciela.
Wiedza może i być sprawdzana, tylko po co martwią się o to niektórzy nauczyciele?
Nie tylko z resztą oni.
Wiele osób pyta mnie z przerazeniem w oczach "Ale dzieci mają chyba jakiś sprawdzian?"
-Oczywiście, ze tak. Na koniec roku mamy całą sesję egzaminacyjną, jak na studiach- tłumaczę i widzę, jak osoba szybko wydycha powietrze:
-Uff!"


Serdeczne podziękowania dla dyrektor szkoły 152 w Łodzi

pani Doroty Kłodzińskiej za:

  • świetną organizację
  • wspaniałą kadrę nauczycielską
  • fachowe przygotowanie
  • gotowość do niesienia pomocy
  • ludzkie traktowanie ucznia i jego rodziców (czyli nas)
  • odwagę
  • miłą atmosferę w szkole
  • życzliwość i serce

ł

czwartek, 23 kwietnia 2009

Już po egzaminie!

Jesteśmy po egzaminie 6-toklasisty!

Aga pisała go trochę dłużej niż w domu (20 minut), bo "Mama kazała".

Moja córka jest bardzo szybka i z tego powodu obawiałam się pomyłek. Zaleciłam jej taką zabawę: po skończonej pracy wyobraź sobie , że jesteś panią nauczycielką i konieczne chcesz znaleźć jakiś błąd. Sprawdź swoją pracę jeszcze raz z zabawą w wyobraźni.

Podziałało! Aga oddała.... druga!

Mówiła, że test był bardzo prosty i .... szkoda czasu na głupoty!

Aga zdobyła 37 punktów na 40 możliwych.

środa, 4 lutego 2009

Nasza nauka do egzaminów

Odkryliśmy fajny portal edukacyjny dla amerykańskich dzieci Homeschoolersów.
http://www.brainpop.com/

Uczymy się na nim angielskiego i innych przedmiów.

Poza tym biorę jakiś krótki tekst, np. o złodziejach i rysuję piktogramy. Potem czytając tekst pokazuję palcem na rysunku. Nie ma bata, dziecko musi zrozumieć , bo poruszone są aż trzy kanały percepcyjne: słyszy, co czytam, widzi, co pokazuję i rusza się- też pokazuje palcem.
Następnie słówka: każde piszę / albo rysuję na osobnej kartce. Zadaję pytania do tekstu i pokazuję slówko, które jest odpowiedzią.

Na koniec: co udało mi się osiągnąć? Dzieci nie mówią zniechęcone, że znowu angielski. Tylko siadają ze mną.
Bartek często w ciągu dnia podczas jakiejś zabawy pyta o słówko po angielsku. Bardzo lubi ze mną rozmawiać i wygłupiać się .

To dla mnie jest cenna wskazówka, że dzieci przyswajają ten język.
Na razie odbywa się to głównie przez intuicję.
Trzeba poświęcić masę godzin na otoczenie się tym językiem, stworzenie tak zwanego tortu. Potem przyjdzie czas na wyciaganie wisienek, to znaczy tego, co dziecko ma naprawdę umieć "pamięciowo", a dopiero na samym końcu można z tego zrobić test. Wcześniej nie ma sensu. Bo język jest niewyćwiczony.

Niestety w szkole zaczyna sie od testu i na teście sie kończy. Przygotowane przez lewopó
Na każdym egzaminie jest jakiś głupi test. Nie służy to niczemu dla dziecka, jedynie sprostaniu bezsensownemu wymogowi systemu szkolnego.

My, żeby wyćwiczyć czas Past Simple będziemy to robić przez następne dwa lata (w przypadku Bartka). Dopiero wtedy możemy być "poddani" jakiemuś sprawdzianowi. Dzieci "szkolne" też potrzebują masę czasu na to.( nie chodzi o samą konstrukcję czasu, bo jest prosta, ale o jego swobodne użycie w różnych sytuacjach i w porównaiu do innych czasów).

I tu nie chodzi tylko o egzaminy językowe. Tak samo jest z każdym przedmiotem.

Dlaczego?

Bo my doświadczamy, uczymy sie poprzez otaczanie w danej dziedzinie i ucząc się języka danej dziedziny. To, przez co my musimy przebrnąć, to jest zawężenie naszego wielkiego świata do pewnych "wyćwiczonych" treści. A jest to niezwykle trudne, choćby na półrocze.

Ktoś, kto uczy się w ten sposób, potrzebuje co najmniej dwóch lat.

Dlatego egzaminy powinny być na koniec etapów edukacyjnych.

W tej chwili niestety nasza nauka wygląda tak, że my sobie, a egzaminy sobie. Idziemy dwoma torami, co jest dla nas i trudne i bezsensowne.

piątek, 19 grudnia 2008

Jak zdawaliśmy nasze pierwsze egzaminy?

Rodzice bardzo się przejmują egzaminami swoich pociech. Traktują je chyba bardzo osobiście i mam poczucie, że najbardziej cierpi nasze ego, gdy się okazuje, że dziecko czegoś tam nie umie.

Ponieważ ja jestem ta "odpowiedzialna" i bardziej przejmująca się głupotami, więc cały wrzesień i październik ubiegłego roku dałam spokój dzieciom. Pod koniec października nie wytrzymałam "odszkalniania' i wprowadziłam godziny pracy. Przez 3 tygodnie zrobiliśmy prawie cały materiał z matematyki w klasie 5-ej i później znowu malowaliśmy, czytaliśmy, zajmowaliśmy się wszystkim, tylko nie lekcjami.

Przed egzaminami robiliśmy śmieszne ćwiczenia z dziedziny NLP- psychologia na poprawę nastroju i podejścia do samych egzaminów. Efekt był taki, że nie ucząc się prawie pół roku, nie bojąc się, na pełnym luziku dzieci zdały egzaminy na czwórki i piątki. Jedyne doświadczenia , jakie wyniosłam z egzaminów było to, że są nauczyciele, którzy faktycznie dają szansę na myślenie i cenią niezależność i są i tacy, dla których jedynym kryterium oceny jest to, czy znasz 20 definicji(historia) czy nie. Nadmienię, że w klasie 5 szkoły podstawowej dzieci uczą się zagadnień na zasadzie przyczyna- skutek. W ten sposób, rozmawiając z bardzo mądrym tatą w samochodzie, na spacerze, na sankach, oglądając ciekawe filmy, moje dzieci przyswoiły sobie ogólnie historię w połączeniu z geografią od czasów prehistorycznych (a nawet Wielki Wybuch) do wielkich odkryć geograficznych. Ale niestety definicja plebsu i innych głupot umknęła nam między Kazimierzem Wielkim a Krzysztofem Kolumbem...

Odnośnie egzaminów - myślę, że niedostatecznie dobrze wyedukowaliśmy naszych nauczycieli w kwestii edukacji domowej i naszych oczekiwań. Przyjęliśmy zasadę, że jak najmniej kontaktów, bo pomocy nie oczekujemy, a egzaminy - no cóż, trzeba je napisać. Jestem mądrzejsza o kolejne doświadczenia i cieszę się z tej mojej lekcji...

Z ostatniej chwili..... po egzaminach:

-Mamo, mamo! Historia jest taka fascynująca, nawet jak dostałam czwórkę!- podsumowała moja Córka pisząc prezentację multimedialną o Celtach. I to się liczy!!!