Moje motto: Nie sposób nauczać kogoś nie oddając mu cząstki siebie. -Dorota Piwowarska
Jako, że moje życie się nieco odmieniło,to i strona www musiała się zmienić. Zapraszam na nową stronę, na której piszę o edukacji: www.DorotaPiwowarska.pl
To strona o edukacji. O edukacji niekonwencjonalnej, ciekawej. Niekoniecznie regularnej i systematycznej, ale na pewno twórczej i zabawnej.
A o domowej w szczególności. Piszę ją jako mama dwojga dzieci , które były nauczane tą metodą .
Jeśli jesteś rodzicem, który troszczy się o swoje dziecko , i dla którego system szkolny nie ma oferty edukacyjnej lub jeśli jesteś nauczycielem i czujesz, że w sobie pasję do nauczania a system
szkolny Cię ogranicza, to zapraszam Cię do lektury mojego bloga.
A o domowej w szczególności. Piszę ją jako mama dwojga dzieci , które były nauczane tą metodą .
Jeśli jesteś rodzicem, który troszczy się o swoje dziecko , i dla którego system szkolny nie ma oferty edukacyjnej lub jeśli jesteś nauczycielem i czujesz, że w sobie pasję do nauczania a system
szkolny Cię ogranicza, to zapraszam Cię do lektury mojego bloga.
Zamieszczam tutaj moje osobiste przemyślenia, różne informacje, rozwiązania wynikające z doświadczenia oraz
porady czysto praktyczne, nie stanowiące porad prawnych,
finansowych, psychologicznych.
porady czysto praktyczne, nie stanowiące porad prawnych,
finansowych, psychologicznych.
sobota, 5 listopada 2011
poniedziałek, 3 października 2011
JESIENNY ZJAZD w Krzyżówkach
W dniu 24 września 2011 odbyło się spotkanie homeschoolersów (nowych i tych bardziej doświadczonych w szkole w Krzyżówkach. Spotkanie miało na celu przybliżenie atmosfery szkoły, poznanie z nauczycielami, sprawy organizacyjne. Co dla rodziców ED tych bardziej doświadczonych było najcenniejsze, to możliwość wymiany z innymi rodzinami. Zjechało się nas bardzo dużó z całej Polski.
Bardzo mi się podobała organizacja zjazdu, bo Marcin- pan dyrektor przedstawił krótko, co i jak i podzielił rodziców na grupki tematyczne. Każdy mógł się "zapisać" do grupki, która rozpracowywała jeden temat.
Niestety godziny się pokrywały , więc nie można było uczestniczyć we wszystkim, co mnie akurat ciekawiło.
Pod koniec dnia było ogólne ognisko, bigos, ciasto i inne smakołyki.
Dzieci pod opieką na wycieczce.
Byłam akurat w grupie, która rozważała tematy dotyczące spotkań naszych dzieci z innymi dziećmi w swoim i nie tylko wieku.
Grupa rodziców, któr brała w tym udział była bardzo duża, co oznacza, jak ważne dla nas wszystkich są sprawy :socjalizacji" naszych dzieci.
Wszyscy jednogłośnie stwierdziliśmy, że ani szkoła, anie inne formy pozalekscyjne nie są najlepszym miejscem spcjlizacji w ogóle, bo w natłoku zadań, odhaczania tematów lekcyjnych, planów, harmonogramów na socjalizację nie ma czasu.
Każda rodzina ma swój własny sposób na kontakty nazwijmy to - rówieśnicze.
I tak na przykład: ciekawym rozwiązaniem jest harcerstwo. Ale harcerstwo z głową, wartościowe, gdzie dzieci uczą się dyscypliny, odpowiedzialności i planowania, a także świetnie się bawią we własnym gronie, chodzą na rajdy, wycieczki, grają na gitarach, śpiewają, pomagają innym.
My szukamy właściwego harcertswa, bo to , które do tej pory poznała moja córka nie odpowiadało jej ze względu na wysokie stężenie dymu papierosowego i wyrobów spirytusowych oraz niski poziom rozmów...
Drugim pomysłem na kontakty jest wymiana między rodzinami. Zachęcam do tego szczególnie osoby mieszkające blisko siebie, w tej samej miejscowości.
Wymiana opieką nad dziećmi może wyglądać tak, że dziś wszystkie dzieci są u mnie, jutro u ciebie, a pojutrze u mamy Marysi... itd. Można zatrudnić wspólną opiekunkę , czy pomoc, nauczyciela... Można wspólnie "wynająć" jakieś miejsce, np. czytelnię, bibliotekę, organizować wspólnie wycieczki itd.
Wtedy każda mama ma co któryś dzień dla siebie (albo dla swojej pracy), dzieci są razem i mogą się socjalizować.
Oczywiście wymiany można organizować z rodzinami z innych miast. Wtedy dochodzi jeszcze inne środowisko, poznawanie okolic innych miast, muzeów, gór, jezior, w ogóle krain geograficznych. Można przy okazji zrobić jakiś ciekawy projekt edukacyjny, obejmujący historię, geografię, języki obce, ...
Wymaga to jednak czasu wolnego od rodzica, by dziecko dowieźć lub zostać z nim. Nie każda rodzina dysponuje zapleczem noclegowym, ale od czterech lat nam się to udawało. Zawsze jesteśmy bardzo mile przyjmowani, a i nasz dom stoi otworem.
Jedyny minus takiej edukacji jest taki, że nadal są to spotkania sporadyczne. Nie można jedzić cały czas.
Szukamy więc harcerstwa lub innej grupy rodzin, która miałaby podobne wartości i cele odnośnie edukacji swoich dzieci.
Pozdrawiam
Bardzo mi się podobała organizacja zjazdu, bo Marcin- pan dyrektor przedstawił krótko, co i jak i podzielił rodziców na grupki tematyczne. Każdy mógł się "zapisać" do grupki, która rozpracowywała jeden temat.
Niestety godziny się pokrywały , więc nie można było uczestniczyć we wszystkim, co mnie akurat ciekawiło.
Pod koniec dnia było ogólne ognisko, bigos, ciasto i inne smakołyki.
Dzieci pod opieką na wycieczce.
Byłam akurat w grupie, która rozważała tematy dotyczące spotkań naszych dzieci z innymi dziećmi w swoim i nie tylko wieku.
Grupa rodziców, któr brała w tym udział była bardzo duża, co oznacza, jak ważne dla nas wszystkich są sprawy :socjalizacji" naszych dzieci.
Wszyscy jednogłośnie stwierdziliśmy, że ani szkoła, anie inne formy pozalekscyjne nie są najlepszym miejscem spcjlizacji w ogóle, bo w natłoku zadań, odhaczania tematów lekcyjnych, planów, harmonogramów na socjalizację nie ma czasu.
Każda rodzina ma swój własny sposób na kontakty nazwijmy to - rówieśnicze.
I tak na przykład: ciekawym rozwiązaniem jest harcerstwo. Ale harcerstwo z głową, wartościowe, gdzie dzieci uczą się dyscypliny, odpowiedzialności i planowania, a także świetnie się bawią we własnym gronie, chodzą na rajdy, wycieczki, grają na gitarach, śpiewają, pomagają innym.
My szukamy właściwego harcertswa, bo to , które do tej pory poznała moja córka nie odpowiadało jej ze względu na wysokie stężenie dymu papierosowego i wyrobów spirytusowych oraz niski poziom rozmów...
Drugim pomysłem na kontakty jest wymiana między rodzinami. Zachęcam do tego szczególnie osoby mieszkające blisko siebie, w tej samej miejscowości.
Wymiana opieką nad dziećmi może wyglądać tak, że dziś wszystkie dzieci są u mnie, jutro u ciebie, a pojutrze u mamy Marysi... itd. Można zatrudnić wspólną opiekunkę , czy pomoc, nauczyciela... Można wspólnie "wynająć" jakieś miejsce, np. czytelnię, bibliotekę, organizować wspólnie wycieczki itd.
Wtedy każda mama ma co któryś dzień dla siebie (albo dla swojej pracy), dzieci są razem i mogą się socjalizować.
Oczywiście wymiany można organizować z rodzinami z innych miast. Wtedy dochodzi jeszcze inne środowisko, poznawanie okolic innych miast, muzeów, gór, jezior, w ogóle krain geograficznych. Można przy okazji zrobić jakiś ciekawy projekt edukacyjny, obejmujący historię, geografię, języki obce, ...
Wymaga to jednak czasu wolnego od rodzica, by dziecko dowieźć lub zostać z nim. Nie każda rodzina dysponuje zapleczem noclegowym, ale od czterech lat nam się to udawało. Zawsze jesteśmy bardzo mile przyjmowani, a i nasz dom stoi otworem.
Jedyny minus takiej edukacji jest taki, że nadal są to spotkania sporadyczne. Nie można jedzić cały czas.
Szukamy więc harcerstwa lub innej grupy rodzin, która miałaby podobne wartości i cele odnośnie edukacji swoich dzieci.
Pozdrawiam
poniedziałek, 5 września 2011
Trochę o mnie samej...
Po moim pierwszym szkoleniu zaczęłam długie studia nad programowaniem neurolingwistycznym. Ukończyłam różne kursy, jeździłam po różnych miastach, krajach, ucząc się i obserwując innych trenerów. Zachwycił mnie odmienny sposób prowadzenia warsztatów, sposób, który był przeznaczony właśnie dla mnie. Sposób, którego poszukiwałam od lat : luz i zabawa, dużo treści, bez podręczników i zeszytów, PowerPointa. Zastanawiałam się , dlaczego nie lubiłam się uczyć w szkole, skoro teraz przerzucam całe tony książek. Czy tam nie ma wiedzy? Czy to ja jestem jakaś ułomna? Czy nauczyciele byli do bani? Czy nie odpowiadała mi ławka szkolna? Jak to możliwe, że z niektórych przedmiotów byłam uczennicą piątkową (6 nie było) a z niektórych trójkową? I jaką uczennicą właściwie byłam? Czy dzieckiem, które nie lubi się uczyć w ogóle, czy dzieckiem bardzo zdolnym i chłonnym wiedzę i umiejętności.
Dzisiaj po wielu moich doświadczeniach na sobie, stwierdziłabym to drugie. Bo jak to możliwe, że świetnie tańczę i kroki taneczne chwytam w mig, a fakty historyczne mogą dla mnie nie istnieć?
Jak to się dzieje, że malowania siebie, rzeźbienia w drewnie, czy odlewy gipsowe nauczyłam się od razu i robię to świetnie a z plastyki w szkole miałam zawsze naciąganą tróję? Gram na gitarze, flecie, mam świetne wyczucie rytmu i dobrze tańczę, a z muzyki byłam zawsze tępa??? Bo w szkole nie uczyliśmy się poprzez intuicję, wyczucie, tylko poprzez rozum: czyli biografie Bacha na pamięć, zamiast słuchać jego utworów, wymienić rodzaje tańców ludowych zamiast je zatańczyć!
Wszystkie te moje pytania prowadziły mnie ścieżką, którą było podążanie za metodami nauczania, nie dla nauczyciela, ale dla ucznia. Przekonałam się, że „wina” nie leży po mojej stronie, ale po stronie sposobu, w jaki była mi przekazywana wiedza. Nie brano pod uwagę nie tylko sposobu, w jaki uczy się konkretna osoba, ale również jej strategii uczenia się. Żadnych upodobań, uzdolnień, talentów, umiejętności. Nie obwiniam tutaj nikogo, bo wierzę, że rodzice robili wszystko, co mogli, by mnie dobrze wychować i dać mi dobry start w dorosłe życie. Nauczyciele chcieli mnie nauczyć wszystkiego, co uczeń powinien wiedzieć, a system był, jest i będzie tylko i aż systemem, który kształci masowo, jak masowo produkuje się papier toaletowy.
Dzisiaj chociaż mówi się o indywidualnym podejściu do ucznia. Są już zapisy w ustawach, rozporządzeniach, wytycznych. Szkoda tylko, że są to nadal tylko słowa, bo nauczyciele żyją w niewiedzy, brak w dalszym ciągu dobrych kursów i szkoleń, a szkoła nadal jest masówką.
Nikt nie wie, jak to indywidualne podejście ma wyglądać, więc albo zostaje nadal masowo cały program równo dla wszystkich albo robi się coś odwrotnego i szkodliwego: pozwalamy wszystkim na wszystko w imię „bezstresowego wychowania” , „nietykalności”, „obrazy uczuć religijnych”,.. i podobnych nadużywanych haseł.
Moim zdaniem idea nie powinna iść w kierunku: „co my, jako państwo’ możemy zrobić dla ciebie” tylko „Jak my, jako państwo możemy umożliwić ci to, żebyś ty mógł dawać coś od siebie. Coś co potrafisz robić najlepiej.”
Wtedy nie stawiamy nikogo w sytuacji z góry kontrolowanej przez bliżej niezidentyfikowane ciało państwowe, ale zostawiamy otwartą furtkę. Chcesz się kształcić, chcesz wykorzystać swoje talenty? To po prostu przejdź przez furtkę. Tam czeka na ciebie ogród pełen wrażeń i obietnic. Tam możesz w sposób intuicyjny doświadczać świata. Tam są świetni mentorzy, którzy cię poprowadzą drogą, k™órą chcesz, a nie drogą, którą idą wszyscy.
Moim zdaniem takie furtki już się pojawiają. Już widać światło w tunelu. Pierwszą taką możliwością było powstanie prywatnych szkół. Drugą jest bogata oferta firm i ośrodków szkoleniowych. Trzecią jest edukacja domowa, z otwartym umysłem i wiarą w sercu czekam na następne.
Moim celem jest pomoc tym ludziom, którym zwyczajnie zależy. Zależy na sobie, zależy na dzieciach, na swoich i tych, których kształcą. Moje doświadczenia pokazują, że wszystko zależy od ludzi. To od nich czerpię inspirację, motywację do działania, to dla nich chce mi się rano wstać i to dla nich piszę swoje artykuły i służę pomocą. To dla nich organizuję spotkania, warsztaty, szkolenia. I wreszcie dla nich , uporządkowałam mój własny świat, by służyć.
W filmie pod angielskim tytułem „Peaceful warrior” wielki myśliciel Sokrates pracujący na stacji benzynowej mówi do młodego buńczucznego chłopaka: „Najważniejsze jest, by służyć innym. Nie ma nic bardziej szlachetnego”.
piątek, 2 września 2011
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Prawda o szkole
Kenneth G. Wilson mówi w wywiadzie
(Szkoła) "Przypomina taśmę produkcyjną: uczniowie jadą po niej jeden za drugim, w tym samym tempie, a szkoła wkłada im do głowy kolejne porcje wiedzy, każdemu to samo. To trzeba zmienić. Zwiększanie liczby lekcji, ulepszanie programów niewiele da. Potrzebne jest "przeprojektowanie" [redesigning] edukacji. Trzeba pójść w ślady Boeinga czy Apple'a, które swój rozwój zawdzięczają temu, że "zaczęły od początku". Sformułowały fascynującą wizję swej przyszłości i uruchomiły jednocześnie proces badań i rozwoju. Potrafiły wykorzystać doświadczenia pracowników, także niższych szczebli, a nawet klientów. Nowa szkoła musi dostrzec, że dzieci uczą się od siebie nawzajem. Musi też otworzyć się na wyrafinowane użycie nowych technologii, zarówno przez nauczycieli, jak i uczniów. A nauczycielom trzeba dać możliwość rozwoju. Dziś razem z uczniami są więźniami w sali lekcyjnej,
Więcej... http://wyborcza.pl/1,75476,9917966,Dlaczego_twoje_dziecko_nie_dostanie_Nobla.html?as=2&startsz=x#ixzz1SS9Y3N2w
Rozmawiali 5 lipca Alicja i Piotr Pacewicz na krakowskiej konferencji STHESCA „Peter Drucker i przyszłość, która już się wydarzyła"
• Kenneth G. Wilson (rocznik 1936). Studia na Harvardzie, doktorat z fizyki w Caltech (California Institute of Technology). Od 1963 r na uniwersytecie w Cornell (w stanie Nowy Jork). Nagroda Nobla za teorię zjawisk krytycznych w przejściach fazowych (1982). W 1985 r. dyrektor jednego z pięciu w USA ośrodków wyposażonych w superkomputer przeznaczony dla placówek naukowych. Od 1988 r. w Uniwersytecie Ohio prowadzi badania i zajmuje się szkoleniem nauczycieli. Współautor książki „Redesigning education" (1996)
(Szkoła) "Przypomina taśmę produkcyjną: uczniowie jadą po niej jeden za drugim, w tym samym tempie, a szkoła wkłada im do głowy kolejne porcje wiedzy, każdemu to samo. To trzeba zmienić. Zwiększanie liczby lekcji, ulepszanie programów niewiele da. Potrzebne jest "przeprojektowanie" [redesigning] edukacji. Trzeba pójść w ślady Boeinga czy Apple'a, które swój rozwój zawdzięczają temu, że "zaczęły od początku". Sformułowały fascynującą wizję swej przyszłości i uruchomiły jednocześnie proces badań i rozwoju. Potrafiły wykorzystać doświadczenia pracowników, także niższych szczebli, a nawet klientów. Nowa szkoła musi dostrzec, że dzieci uczą się od siebie nawzajem. Musi też otworzyć się na wyrafinowane użycie nowych technologii, zarówno przez nauczycieli, jak i uczniów. A nauczycielom trzeba dać możliwość rozwoju. Dziś razem z uczniami są więźniami w sali lekcyjnej,
Więcej... http://wyborcza.pl/1,75476,9917966,Dlaczego_twoje_dziecko_nie_dostanie_Nobla.html?as=2&startsz=x#ixzz1SS9Y3N2w
Rozmawiali 5 lipca Alicja i Piotr Pacewicz na krakowskiej konferencji STHESCA „Peter Drucker i przyszłość, która już się wydarzyła"
• Kenneth G. Wilson (rocznik 1936). Studia na Harvardzie, doktorat z fizyki w Caltech (California Institute of Technology). Od 1963 r na uniwersytecie w Cornell (w stanie Nowy Jork). Nagroda Nobla za teorię zjawisk krytycznych w przejściach fazowych (1982). W 1985 r. dyrektor jednego z pięciu w USA ośrodków wyposażonych w superkomputer przeznaczony dla placówek naukowych. Od 1988 r. w Uniwersytecie Ohio prowadzi badania i zajmuje się szkoleniem nauczycieli. Współautor książki „Redesigning education" (1996)
Subskrybuj:
Posty (Atom)